18°C bezchmurnie

Wtyczka Premiera Morawieckiego

Technologia, Wtyczka Premiera Morawieckiego - zdjęcie, fotografia

Premier Mateusz Morawiecki w swoim programie założył, że w Polsce powinien być 1 mln osobowych samochodów elektrycznych, i żeby autobusy miejskie też były na prąd. Ich liczbę docelową oceniam na ok. 10 tys. W pierwszym etapie ma być ich tysiąc.

Postanowiłem policzyć, jakie to rodzi skutki dla naszej energetyki i czy mamy tyle prądu. Każdy bowiem myśli, że prąd jest w gniazdku w ilości nieograniczonej, że wystarczy włożyć wtyczkę. Jakże mylne rozumowanie! A wyliczenie jest proste.

Średniej wielkości samochód osobowy ma moc ok. 80 kW. Średnio w czasie jazdy samochód wykorzystuje 50 % mocy. Można przyjąć, że samochód dziennie jest wykorzystywany średnio 2 godziny, głównie na dojazd do pracy. Oczywiście jednym dojazd zajmuje pół godziny, innym półtorej. To oznacza, że samochód elektryczny dziennie zużywa średnio 80 kWh prądu z akumulatorów. W istocie zużycie prądu w ujęciu pierwotnym, odnoszącym się do miejsca jego wytworzenia, jest większe. Prąd bowiem należy z elektrowni przesłać przewodami (straty na przesyle ok. 7 %). Akumulatory trzeba naładować, a potem rozładować, co też oznacza straty na przemianie energii elektrycznej w chemiczną i z chemicznej w elektryczną. Dla uproszczenia przyjmijmy, że łączne straty wynoszą 25 %, czyli 20 kW.

Zatem łączne zapotrzebowanie prądu, to 100 kWh na samochód. Jak akumulatory się rozładują, to trzeba je naładować. Zaleca się prąd ładowania 10 kW przez 10 godzin przez pojemność 100 kWh. Szybsze ładowanie szybciej zużywa akumulatory. Teoretycznie najlepiej samochód ładować w nocy, od godziny 20 do 6 rano. Wtedy prąd jest tańszy, bo teoretycznie jest go więcej, gdyż w nocy pracuje mniej zakładów pracy. Wbrew pozorom jednak nie ma jego aż tak dużo, a spadek poboru następuje ok. 23.30 i trwa do 8.30.

Gdyby milion samochodów ładowało się jednocześnie (codziennie) każdy mocą po 10 kW, to potrzeba by elektrowni o mocy 10 mln kilowatów. Łączna teoretyczna moc naszych elektrowni wynosi 40 mln kW. Elektrownie na potrzeby własne wykorzystują 8 mln kW. Przeprowadzane są  też planowe remonty 2-5 mln kW. Realna maksymalna moc dyspozycyjna elektrowni pompowana do sieci to 25 mln kW. Czyli na ładowanie poszłoby ok. 40 % tej mocy.

Ale my wcale nie mamy takich rezerw do wykorzystania. Bywają też awarie. W najbliższej przyszłości moc naszych elektrowni spadnie o ok. 5 mln kW, bo zobowiązaliśmy się w stosunku do Unii Europejskiej, że wyłączymy te, co są nisko sprawne i emitują zbyt dużo CO2, a nowych prawie nie budujemy. Po ich wyłączeniu zabraknie prądu na bieżące potrzeby, a co dopiero mówić o ładowaniu samochodów w takiej skali.

Żeby je naładować trzeba 1 mln gniazdek. Każde o mocy 10 kW. Przeciętnie maksymalna moc przyłączeniowa dla domu/mieszkania to 6-10 kW. Ale nie możemy jej w całości wykorzystać do ładowania samochodu. Przecież w mieszkaniu są jeszcze inne urządzenia, które pobierają prąd w nocy. Trzeba by bowiem wyłączyć światło, lodówkę, nie oglądać telewizji, nie słuchać radia itp. itd. Dałoby to te potrzebne 10 mln kWh.

Może to i dobry sposób na zwiększenie dzietności, ale my nie o tej polityce dyskutujemy. Nie jest też tak, że jeśli moc przyłączeniowa naszych mieszkań i domów ma średnio 10 kW, to jest możliwość, by wszyscy na raz mogli pobrać taką ilość prądu. My pobieramy różnie, od 1 do 10 kW, zależnie od godziny, i dlatego sieć elektroenergetyczna jest zaprojektowana na tak zwany wskaźnik jednoczesności poboru ok. 0,35. Zatem nie da się naładować jednocześnie miliona samochodów, tylko teoretycznie maksymalnie 35 % tej ilości, i tylko jeśli prąd nie będzie w domu pobierany na inne cele. Realnie należy przyjąć, że rezerwa do wykorzystania na sieci celem ładowania wynosi ok. 15-20 % w porze nocnej. Zatem „stać” nas może na max 50-100 tys. samochodów elektrycznych, a nie na milion.

Ktoś powie, że część samochodów mogłaby się ładować w ciągu dnia. Tego nie neguję, ale pamiętajmy, że rezerwy w porze dziennej generalnie są mniejsze, a czasem ich brak z powodu braku nadwyżek mocy elektrowni i na sieci. Bywa nawet, że niektóre zakłady są wyłączane, bo prądu brakuje. Starsi Polacy pamiętają, co to 20 stopień zasilania. Panu Ministrowi powinien to opowiedzieć Tata.  Niedawno były też black outy w Polsce albo byliśmy na granicy 20 stopnia zasilania.

W całej Europie auta elektryczne stanowią obecnie 1 % sprzedaży. Nikt by ich nie kupił, gdyby nie były dotowane. Skala dotacji wynosi 11 tys. dolarów w Norwegii, 5 tys. funtów w Anglii  i 4 tys. euro w Niemczech. U nas dotacja powinna być większa, bo jesteśmy społeczeństwem mniej zamożnym. Żeby chcieć dotować tylko 250 tys. samochodów po 6 tys. € potrzeba 1,5 mld €, czyli 7 mld złotych. Czy budżet naszego państwa na to stać? Wątpię.

W Niemczech jest obecnie ok. 50 tys. samochodów elektrycznych. Niemcy zakładają wzrost do 500 tys. do roku 2020. Ale ten kraj jest znacznie większy, a dochód na obywatela jest 3-4 razy wyższy niż w Polsce. Panie Premierze, upraszam się o więcej analizy strategicznej i rozwagi.

Bogdan Żmijewski

Wtyczka Premiera Morawieckiego komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na wio.waw.pl





Technologia, - więcej informacji