9°C pochmurno z przejaśnieniami

Czuje się tu potrzebna

Wywiady, Czuje potrzebna - zdjęcie, fotografia

Zapraszam do lektury wywiadu, który przeprowadził ze mną pod koniec lipca Paweł Dąbrowski.

Paweł Dąbrowski: W ostatnich latach często przyjeżdża Pani do Polski. Jakie odczucia towarzyszą tym pobytom? 

Anna Maria Anders:
 Pierwszy raz w Polsce byłam w 1991 roku. Była to dla mnie trudna wizyta. Mówiłam biegle po polsku, ale nie znałam kraju, nie znałam Warszawy. Przyjechałam do kraju z okazji nadania jednej z ulic w stolicy imienia generała Andersa. Później mama przyjeżdżała często, ale ja nie mogłam. Miałam rodzinę, męża i małego syna, mieszkałam w Stanach Zjednoczonych. Kolejna wizyta to dopiero rok 2010. Była to wystawa w Kielcach, „chrzest” czołgu firmy Bumar. Mama odeszła w tym samym roku, w listopadzie 2010 roku. Msza żałobna odbyła się w Londynie, ale potem prochy przewieziono do Monte Cassino, do Włoch. Do grobu ojca. Po mszy św. w Londynie Minister Ciechanowski, Szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych powiedział podczas Mszy, że ma nadzieję, że przejmę misję po mamie i często będę przyjeżdżała do Polski. Mogłam się na zdecydować, bowiem mój mąż zmarł 8 lat temu, a syn dojrzał i się usamodzielnił. Nie wymaga już na co dzień matczynej troski. Rok później Minister Ciechanowski zadzwonił do mnie z informacją o organizowanym wyjeździe do Rosji z kombatantami. Pojechałam i od tego się zaczęło. Później były kolejne wyjazdy. Do Uzbekistanu, Włoch. Od 2012 roku zaczęłam regularnie przyjeżdżać do Polski. Jest coraz więcej zaproszeń. Moje wizyty są coraz częstsze. W zasadzie ostatnio więcej czasu spędzam w kraju niż w USA. Serdeczność z jaką spotykam się w kraju i powszechna pamięć o moim ojcu i jego żołnierzach sprawia, że czuje się tu potrzebna. Na każdym kroku widzę, że moje publiczne zaangażowanie w Polsce przynosi dobre owoce i służy krzewieniu patriotyzmu i tradycji. 
PD: Pani ojciec, Władysław Anders, często w domu, w rozmowach prywatnych mówił o Polsce? Wspominał Ojczyznę? 
AMA: Ojciec wspominał Polskę przedwojenną. Wspominał dzieciństwo, mówił o domu rodzinnym, o wojsku. Ja słuchałam tych opowieści bardzo chętnie, z zaciekawieniem, bo dla mnie to był zupełnie inny, nieznany wspaniały świat. O Polsce powojennej ojciec nie opowiadał, bo sytuacja w kraju bardzo go smuciła i bolała, a decyzje aliantów przesądzające o oddaniu Polski w orbitę sowieckich wpływów były dla ojca ogromnym zawodem i rozczarowaniem. Zwłaszcza w kontekście ofiary krwi i męstwa polskiego narodu w trakcie II wojny światowej. 
PD: Jak Pani wspomina ojca? Jako generała, bohatera, czy raczej bliższe są te wspomnienia jako ojca? 
AMA: O wiele bardziej jako ojca. Ojciec był cudowny. Byliśmy bardzo blisko siebie. Chodziliśmy razem do parku, cyrku, dla mnie był to po prostu tatuś. Ale oczywiście była też strona oficjalna. Były częste spotkania wojskowe i kombatanckie, kiedy ojciec zakładał mundur z orderami, a na jego powitanie zgromadzeni, w pozycji na baczność chórem odpowiadali „ Czołem Panie Generale”… 
PD: Kilka miesięcy temu wydała Pani książkę Anna Maria Anders – córka generała i piosenkarki. O czym jest książka i skąd pomysł na jej napisanie? 
AMA: Wiele osób w kraju pytało mnie jaki ojciec był ? Jak go pamiętam, a nawet czy nosił kapcie po domu. Uznałam, że należy pokazać jak wyglądało nasze życie w Londynie. Wprawdzie w kraju ukazało się dużo książek, różnych publikacji o naszej rodzinie, o tym jak było u nas w domu. Ale w większości przypadków pisały o nas osoby, które nawet nigdy u nas nie były, albo bardzo rzadko bywały. Irytowało mnie to, bo wiele razy te osoby pisząc na nasz temat, mijały się z prawdą o naszym życiu. Dlatego w mojej książce przedstawiłam historię od mojego narodzenia do śmierci ojca, opisaną z mojego punktu widzenia Książka opowiada mniej więcej o 19-20 pierwszych latach mego życia. Opisuje moje dzieciństwo i emigracje, tak jak ja je zapamiętałam. Ponadto część książki poświęcona jest również mojej mamie, Irenie Anders i jej życiu scenicznemu. Przy pisaniu książki pomagał mi Roman Dziewoński. Szukał różnych materiałów, m.in. na temat tego co się pisało o ojcu w latach '50 w kraju zdominowanym przez komunistów. Na podstawie tego staraliśmy się pokazać porównanie życia, które toczyło się w Anglii, z tym jak stronniczo i złośliwie prezentowano je w Polsce. W książce jest też bardzo dużo archiwalnych zdjęć z rodzinnych zbiorów, które opublikowałam pierwszy raz. 
PD: Założyła Pani Fundację im. generała Władysława Andersa, która pomaga Polonii i Polakom, przebywającym za granicą. Jakie działania prowadzi fundacja
AMA: Fundacja idzie szlakiem Armii Generała Andersa. Ojciec zawsze szczególną uwagę przywiązywał do edukacji, zależało mu na młodzieży. W 1953 roku w Anglii założył Macierz Szkolną, której  zadaniem do dzisiaj jest wspieranie funkcjonowania Polskich Szkół Sobotnich oraz wspieranie  inicjatyw zakładania i prowadzenia uzupełniających szkół przedmiotów ojczystych, a także doradztwo w procesie zakładania szkół, pomoc merytoryczna w zarządzaniu placówkami i działania zmierzające do podnoszenia kwalifikacji nauczycieli. Gdy byłam w Uzbekistanie z delegacją UdsKiOR zdecydowaliśmy się pomóc młodym ludziom polskiego pochodzenia, których przodkowie nie zdołali opuścić tej ziemi z armią mego ojca. Ta młodzież ma obecnie bardzo trudny start . Dlatego organizujemy dla nich wyjazdy na studia do Polski. Do tej pory udało nam się zapewnić około 150 stypendiów pozwalających na studia w Polsce. 
PD: Odbywa Pani liczne spotkania, spotyka się z Polonią, z rodakami rozsianymi po całym świecie. Jaki obraz Polski mają osoby które niejednokrotnie poza przekazem słownym, czytanym, nie miały okazji nigdy odwiedzenia kraju? Czy więzi polonijne, pomimo upływu czasu, są nadal silne? 
AMA: Musze powiedzieć, że bywa różnie. W Ameryce Polonia jest bardzo patriotyczna, jest wiele uroczystości okolicznościowych. Wszyscy pamiętają wojnę, Katyń, ale mam wrażenie, że mimo wszystko nasi rodacy w USA są zdystansowani wobec polskiej rzeczywistości. Wprawdzie przyjeżdżają do kraju, ale nie czują się, aż tak bardzo z nim związani. Nie chodzi mi o to, że nie czują się Polakami, bo oczywiście się nimi czują, ale szczególnie dla starszych teraz Polska jest zupełnie inna, niż ta którą pamiętają sprzed wojny, lub o której opowiadali im rodzice.  Zupełnie inna sytuacja jest w Anglii. Większość Polaków w Anglii to osoby, które wyjechały z kraju w ostatnich latach. To jest już zupełnie inne pokolenie, inna emigracja, nie polityczna tylko ekonomiczna, która przyjechała na wyspy z zupełnie innym nastawieniem. W większości przypadków rodzinę mają w kraju, a do Anglii przyjechali tylko za pracą. Mają duży związek z Polską. 
PD: Jesteśmy w trakcie obchodów 71 rocznicy Powstania Warszawskiego. Spór o trafność decyzji o rozpoczęciu powstania rozpoczął się jeszcze przed jego zakończeniem. Jednym z jej najostrzejszych krytyków był generał Władysław Anders, który 18 sierpnia 1944 pisał: „Nikt nie miał u nas złudzenia, żeby bolszewicy pomimo ciągłych zapowiedzi pomogli Stolicy. W tych warunkach Stolica pomimo bezprzykładnego w historii bohaterstwa z góry skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy się, kto ponosi za to odpowiedzialność?”. Bohaterstwo powstańców jest faktem i tutaj nie ma co prowadzić dyskusji. Ale ze strony militarnej, politycznej nie jest to już takie jednoznaczne. Czy rozmawiała Pani na ten temat z ojcem? 
AMA: Z ojcem praktycznie na ten temat nie rozmawialiśmy. O wiele więcej z mamą. Ale wiem, że ojciec był bardzo negatywnie nastawiony do powstania. Uważał, że to samobójstwo. Ojciec bardzo dobrze znał Rosję i wiedział, że nie można im wierzyć i liczyć na ich pomoc. Był pewien, że strona rosyjska nie pomoże podczas powstania. Nie zmienia to faktu, że dzisiaj po latach, gdy znamy różne mechanizmy i okoliczności, które wtedy wpłynęły na decyzje o rozpoczęciu powstania, to wiemy, że sytuacja była praktycznie bez wyjścia i wybuch powstania był w zasadzie nieunikniony. Zwłaszcza, że nikt nie mógł przewidzieć ogromu barbarzyństwa Niemców i zupełnej kilkumiesięcznej bezczynności Sowietów, przyglądających się zza wiślanego brzegu mordowaniu i niszczeniu stolicy. Ponadto dzisiaj musimy pamiętać i przekazać potomnym, że bohaterstwo i poświęcenie powstańców w tej katastrofalnej sytuacji było niezaprzeczalne i nadzwyczajne. Smutne i bolesne jest to, że mimo ogromu waleczności, nie było nadziei na zwycięstwo w pojedynkę.

Czuje się tu potrzebna komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na wio.waw.pl