7°C pochmurno z przejaśnieniami

Ludzie mają dosyć propagandy i hejtu. Rozmawiamy z Józefem Kurkiem burmistrzem Mszczonowa

Wywiady, Ludzie mają dosyć propagandy hejtu Rozmawiamy Józefem Kurkiem burmistrzem Mszczonowa - zdjęcie, fotografia

Z Józefem Grzegorzem Kurkiem burmistrzem Mszczonowa od 1990 r. rozmawia Łukasz Perzyna

- Został Pan wybrany do Sejmu, ale nie objął Pan mandatu poselskiego. Dlaczego zdecydował się Pan pozostać w samorządzie?

- Od samego początku zakładałem, że w wyborach parlamentarnych chcę sprawdzić wartość własnego nazwiska, a zarazem poprzez udział w nich wpłynąć, by dokonywały się zmiany na lepsze. A mieszkańcom mówiłem konsekwentnie, że z nimi zostanę. Nie mogłem również zawieść inwestorów w sytuacji, gdy wspólnie przygotowaliśmy wielkie zamierzenie - „Park of Poland”. Nie mogłem go zostawić w sytuacji, gdy wciąż trzeba się przebijać przez biurokrację. Inwestycja, która wpłynie na rozwój Polski, a nie tylko naszego Mszczonowa okazuje się dla mnie w oczywisty sposób ważniejsza niż polityka w parlamencie.

- W książce „Kraj odzyskiwany”, którą z Mariuszem Ambroziakiem wydaliśmy przed pięciu laty pisaliśmy o mszczonowskim parku rozrywki jako jednym z symboli ambicji polskiej samorządności. Jak dziś przedstawia się stan tej inwestycji?

- Dziś „Park of Poland” to wykończony stan zero – czyli cztery piętra w dół konstrukcji z żelbetu, niecek basenowych. W zimie roboty przerwano tylko na jeden najchłodniejszy tydzień. W kwietniu zacznie się montaż górnej części, w pierwszej połowie 2019 r. zakończy się pierwszy etap inwestycji. Przy termach powstanie głęboki basen, jedyny tego typu w Europie Środkowej, w którym będą mogli uczyć się nurkowania adepci tej sztuki. Powstanie centrum rehabilitacji. Wszystkie te cele oczywiście wymagają wsparcia. Negocjacje na ten temat toczą się bezustannie. Dzięki naszemu zamierzeniu Mszczonów i okolica przeistoczą się z ośrodka logistyki w centrum rekreacji i wypoczynku. Ludzie będą tu przyjeżdżali, by łapać energię i siły. „Park of Poland” to takie Malediwy w pigułce.

- Coś, czego w Polsce nie było?

- I pewnie długo jeszcze nie będzie poza naszym zamierzeniem, którego realizację rozkładamy na lata. Całość dzieli się na kilka etapów, 5-8 lat. Powstaną hotele. Inwestor kupił 400 hektarów gruntów, więc ma na czym budować.

- To jeden z okrętów flagowych polskiego samorządu. Da się zauważyć, że wizjonerskie projekty zwykle powstają tam, gdzie rządzą gospodarze silni poparciem mieszkańców, nie partii politycznych. Gdy rządzący dysponują większością w parlamencie i wprowadzają korzystne dla siebie regulacje – samorządowcy niezależni łączą siły. Porozumienie między Bezpartyjnymi Samorządowcami i Mazowiecką Wspólnotą Samorządową stanowi przykład takiej integracji. Czy warto się łączyć, gdy partia rządząca również na szczeblu lokalnym i regionalnym zapewnia sobie przywileje?

- Zawsze warto się łączyć w liczniejsze grupy. Większy zawsze więcej może. Zmiany w ordynacji źle przyjęto w samorządach. PiS uznało, że poprzednie wybory samorządowe sfałszowano – co nie jest prawdą. Co najwyżej mogły się zdarzać pojedyncze nieprawidłowości. W większą ich skalę nie chce mi się wierzyć, w komisjach zasiadają przecież przedstawiciele różnych opcji i pilnują rzetelnego przebiegu głosowania. PSL zdobył rzeczywiście dużo głosów w wyniku błędu systemowego. Był pierwszy w książeczce do głosowania, na tym zyskał, podobnie jak kiedyś SLD, bo ludzie baczniejszą uwagę przykładali do wyboru burmistrza czy wójta, kandydatów do wyższych szczebli samorządu często nie znali.

- Ma Pan pomysł jak system usprawnić?

- Wybory powinny odbywać się w dwóch turach: w pierwszej z nich wybierano by burmistrza i radnych gminy, w drugiej – do powiatu i sejmików. Bo inaczej kampania skupia się na tym, by wybrać lokalnego włodarza, a ludzie nie znają twarzy radnych z samorządu wyższych szczebli. Z żadnym radnym do sejmiku często nie mają kontaktu. Gdyby dziś spytać, kto w Sejmiku Mazowieckim zasiada – pewnie wymieniliby jedno nazwisko: marszałka Adama Struzika. Teraz kartą do głosowania będzie „płachta” a nie „książeczka”, jak w poprzednich wyborach. Natomiast transmisja internetowa to problem. Wobec stanu technologii w wielu ośrodkach oznacza to wydawanie dużych pieniędzy, które… można by przeznaczyć na drogi. Nie technika, tylko różnorodne komisje złożone z przedstawicieli wielu opcji stanowią gwarancję, ze wybory okażą się uczciwe. Gdyby partia rządząca konsultowała zmiany z samorządowcami – do uchwalenia bubla by nie doszło. A tak nie ma chętnych na urzędników wyborczych. Większość pracy spada i tak na barki wójta czy burmistrza. Stąd biorą się obawy samorządowców, jak uda się to wszystko ogarnąć.

- Od prawie 30 lat rządzi Pan Mszczonowem. Od 2002 r, gdy zmieniła się ordynacja, regularnie co 4 lata wybierają Pana wszyscy mieszkańcy, a nie radni. Skąd to się bierze, że partie polityczne mają władzę w kraju, pieniądze i przywileje, a pozbawieni tego wszystkiego lokalni liderzy – autorytet?

- Generalnie mieszkańcy na dole mają dosyć polityki. Zwłaszcza zaś związanych z nią awantur, nakręcania sporów, nachalnej propagandy i hejtu. Chcą stabilizacji i ciszy, spokoju i przewidywalności. Ludzie nie chcą zmian tam, gdzie dostrzegają, że jest transparentnie.

- A kiedy jest transparentnie?

- Gdy władza lokalna konsultuje się z nimi. Szanuje ich zdanie. Nie chodzi im o to, żeby ktoś obiecywał ogromne podwyżki. W sytuacji, gdy w niezamożnej gminie ma do dyspozycji i tak te same 250 tys nadwyżki operacyjnej. Partie nie potrafią zbudować zaplecza w samorządach, bo 30 lat zrobiło swoje, mieszkańcy mają polityki dosyć. Wiedzą, co można zrobić bez dofinansowania, wsparcia zewnętrznego. Każda kolejna władza – jak teraz PiS – dokłada samorządom zadań, a pieniędzy na ich wykonanie wciąż jest za mało. Przykładem oświata: likwidacja gimnazjów miała odbyć się bezkosztowo. A to gminy ponoszą koszty, związane z reformą. Dochodzi do uszczuplenia dochodów z podatków: władze centralne kombinują, jak ulżyć przedsiębiorcom, przykładem interpretacje podatków od nieruchomości czy wód – a do budżetu samorządów wpływa przez to mniej środków. Gdyby nie unijne dofinansowanie, niewiele udałoby się przeprowadzić inwestycji w gminach.

- Zmiany nie są jednak aż tak destrukcyjne, jak się w samorządach obawiano?

- Chwała Bogu, że udało się dzięki stanowisku konwentu wójtów i burmistrzów ograniczyć polityczne wybory. Uchronić przed nimi gminy do 20 tys mieszkańców. I obronić zasadę, że dwukadencyjność nie działa wstecz. Ograniczanie liczby kadencji uważam za błąd. Wystarczy sobie przypomnieć, jak druga kadencja prezydencka Aleksandra Kwaśniewskiego różniła się od pierwszej. W samorządach będzie podobnie. Po 10 latach wszyscy się o tym przekonają.

Wywiad ukazał się w 31 numerze gazety Samorządność

Fot: Wikimedia Commons


Ludzie mają dosyć propagandy i hejtu. Rozmawiamy z Józefem Kurkiem burmistrzem Mszczonowa komentarze opinie

  • gość 2018-10-04 13:10:08

    Władza konsultuje i ustala z mieszkańcami , tak maja wpływ na to co dzieje sie w mieście ale bzdury , decyzje sa podejmowane jednoosobowo 15 sztuk radnych łape podniesie i sprawa załatwiona . Potem są wynagrodzeni za pokore i oddanie . Ograniczenie wolności niewolnicy dla mieszkańców miasta . Nie wolno draństwa nawet krytykować . Stacja bazowa na łbie i zniszczone mieszkanie.

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na wio.waw.pl