12°C lekkie zachmurzenie

Polegną? A może tym razem się obronią?

Aby wszystko było jasne na początek wspomnę, że nie jest to artykuł sponsorowany. Nasz portal jest portalem warszawskim a jedyną rzeczą jakie łączy Warszawę z Helem jest taki drobny szczegół, że to właśnie w Warszawie, znajduje się Wybrzeże Helskie. Oba miasta łączy też dobre połączenie kolejowe, które sprzyja temu, że wielu mieszkańców stolicy, decyduje się na spędzenie urlopu na Półwyspie Helskim. Wczasowicze wybierają się do popularnych miejscowości takich jak Władysławowo lub Jurata ale część dociera też na koniec półwyspu, do miasta Hel.

Przed kilkoma laty, pod koniec sierpnia, dotarłem do Helu w poszukiwaniu kwatery. Lato było upalne i tych ostatnich było jak na lekarstwo. Nie mniej jakoś się udało. Następnego ranka, pijąc kawę w ogródku jednej z kawiarenek, dostrzegłem na ulicy amerykańskich żołnierzy. W tym samym momencie przy stoliku obok, zajęło miejsca dwóch niemieckich oficerów w mundurach z czasów drugiej wojny światowej. Już miałem się klepnąć w policzek, kiedy zaczęli rozmawiać płynną polszczyzną. Rozmawiali dosyć głośno o problemach związanych z wiktem, opierunkiem i zaopatrzeniem. Mimo woli dowiedziałem się, że materiał na mundury słono kosztuje, są problemy z guzikami a o pozwoleniu na broń krótką można tylko pomarzyć... Na koniec panowie „oficerowie” powiedzieli, że już czas na pokaz. Wyszli z kawiarni a ja z ciekawością udałem się ich śladem.

Tak trafiłem na tak zwaną rekonstrukcję, szumnie nazywaną historyczną. Niestety samą akcję trudno ocenić ponieważ niewiele widać. To znaczy widać plecy osób stojących przed nami. Można stanąć na palcach ale wtedy zobaczymy plecy dzieci, które siedzą „na barana” aby lepiej widziały oraz las rąk trzymających w rękach telefony. Oczywiście można wspiąć się na okoliczne słupy i drzewa co też czyni niemała grupa śmiałków. Jedyną atrakcją są salwy karabinowe i głośne wybuchy środków pirotechnicznych. Z tych ostatnich na zebraną publiczność sypie się czarna sadza. Ale widać wczasowicze to lubią i licznie przybywają na pokazy.

Najwięcej można było zobaczyć na tak zwanych dioramach. W wyznaczonych miejscach były punkty, w których można było zobaczyć szpital polowy lub inne wojskowe stanowisko. To były takie prawdziwe spotkania z historią. Można było wiele się dowiedzieć i zrobić sobie fajne zdjęcia. Niestety od ubiegłego roku liczba dioram była ograniczona. Ja odnalazłem tylko jedną.

Najciekawszym punktem programu są parady zwane też defiladami. Na ulicy Wiejskiej, głównej ulicy Helu, każdego dnia podczas trwania imprezy odbywają się parady rekonstruktorów oraz pokaz używanego przez nich sprzętu. Największą atrakcją jest całkiem sprawny amerykański czołg z okresu drugiej wojny światowej. Kawalkada co parę metrów zatrzymuje się tak, że można wszystko dokładnie oglądać. Po paradzie, na lokalnej estradzie są pokazy mody i koncerty a wszystko utrzymane w stylu połowy lat czterdziestych ubiegłego wieku.

Organizator imprezy, podaje na swojej stronie internetowej, że w ubiegłym roku pokazy odwiedziło 130 000 osób. Liczba ta wydaje się być mocno przesadzona, nie mniej osoby lubiące „morza szum i ptaków śpiew” powinny raczej omijać Hel. Ja zajrzę. Może tym razem się uda?