7°C słabe opady deszczu

To nie reforma, tylko złe zmiany

Wywiady, reforma tylko zmiany - zdjęcie, fotografia

Z Patrykiem Hałaczkiewiczem (Bezpartyjni Samorządowcy) w wywiadzie dla gazety Samorządność rozmawia Łukasz Perzyna.

- Co z forsowanych przez PiS zmian ordynacji wyborczej wynika dla takich środowisk jak Mazowiecka Wspólnota Samorządowa czy Bezpartyjni Samorządowcy, czyli – najkrócej rzecz ujmując – dla komitetów niezależnych?

- Widać kolejne próby ograniczenia konstytucyjnych uprawnień, zwłaszcza zasady równości w wyborach. Logo partii na listach wyborczych oznacza dalsze uprzywilejowanie ich kandydatów. Temu samemu celowi służy likwidacja jednomandatowych okręgów wyborczych tam, gdzie już działały, czy zmniejszenie okręgów, tak, żeby mandaty uzyskiwali w nich nieliczni kandydaci. Warto przy tym pamiętać, że idealnej równości również dotychczas nie było: lokalne komitety zmuszone były prowadzić kampanię za własne pieniądze, partie polityczne dysponują na ten cel środkami z budżetu, czyli po prostu pieniędzmi pozyskiwanymi od podatnika. Po wprowadzeniu dokonywanych przez PiS zmian w ordynacji dysproporcja szans jeszcze się pogłębi. Oceniam, że to niebezpieczna próba. Radny, zamiast być odpowiedzialny przed mieszkańcami, staje się zależny od aparatu partyjnego, skoro kandydaci formacji politycznych będą dodatkowo faworyzowani. To zła zmiana.

- Przed pięciu laty wydaliśmy wraz z Mariuszem Ambroziakiem książkę ”Kraj odzyskiwany”, bilansującą ćwierćwiecze demokratycznych zmian w samorządach i ich pracę na rzecz wspólnot lokalnych. Czy zmiany dokonane przez PiS oznaczają, że… Polskę znów potem trzeba będzie odzyskiwać?

- Nasila się dziś tendencja do centralizacji. Nie tylko obecną władzę w kraju ona cechuje, poprzednicy z koalicji PO-PSL dodawali samorządom zadań do wypełnienia, nie oferując niezbędnych środków finansowych i w ten sposób osiągali podobny cel. Obecnie rządzący dążą jednak otwarcie już do podporządkowania samorządów. Ustawa o oświacie oddaje właściwie szkoły w ręce kuratorów, a to samorządy ze swoich pieniędzy płacą za utrzymanie tych szkół. Podobnie ustawa o cenach wody okazuje się niekorzystna dla gmin. Jeśli się sprzeciwiamy centralizacyjnym tendencjom PiS, to nie dlatego że samorządowcy są kolejną grupą broniącą traconych wpływów. Upartyjnienie samorządów szkodzi wspólnotom lokalnym. Sprowadzi konflikty polityczne do każdej gminy. A w gminie nie są ważne spory pomiędzy PiS a PO, tylko wodociąg i szkoła. Również dwukadencyjność służy wyeliminowaniu wyrazistych liderów lokalnych na rzecz kandydatów z partyjnymi legitymacjami. Wszystkie partie polityczne w Polsce, jak ze statystyk wynika, w sumie liczą raptem 80 tys członków płacących składki. Wystarczy zestawić tę grupę z ludnością Polski czy liczbą uprawnionych do głosowania, żeby zrozumieć, że jak nikły stanowi promil. Rzeczywiście w przyszłości znów trzeba będzie państwo odzyskiwać dla wspólnot lokalnych, małych Ojczyzn. Zmiany, jakie PiS wprowadza w prawie wyborczym to nie reforma, lecz niszczenie samorządności, niosące za sobą likwidację wielu dobrych rzeczy, które przez ćwierć wieku zdążyły w Polsce lokalnej zaistnieć. Gmina Pielgrzymka na Dolnym Śląsku z 1700 mieszkańców i Warszawa z prawie dwumilionową ludnością zostaną ze sobą pod wieloma względami zrównane, a mają osobne problemy. Każdy o tym wie. Przepisy utrudniające faktycznie zbieranie podpisów pod listami kandydatów radykalnie ograniczają bierne prawo wyborcze.

- Czy pisowskie zmiany zmuszą takie formacje jak Bezpartyjni Samorządowcy czy Mazowiecka Wspólnota Samorządowa – jednym słowem inicjatywy niezależne od partii – do szukania szerokich porozumień, wspólnego działania?

- Widzę dwa wyjścia dla niezależnych komitetów. Zapisanie się do którejś z dwóch głównych partii, bo tylko one mają szansę pokonać bariery w zmniejszonych okręgach wyborczych do sejmików - lub zjednoczenie wszystkich niezależnych komitetów w jedną inicjatywę. Łatwiej o nie w sytuacji, gdy przychodzi bronić podstawowych zasad samorządności. Widzimy, po co wprowadza się partyjne logotypy na listach wyborczych. Albo czemu przyzwala się na to, że w wyborach lokalnych może startować kandydat, który nie mieszka w danej gminie. Wkrótce pojawią się spadochroniarze, z partyjnymi rekomendacjami, ale nie mający nic wspólnego z mieszkańcami, których jako radni mają reprezentować. W trakcie debaty w dolnośląskim sejmiku wojewódzkim jeden z radnych PiS bez ogródek stwierdził, że to dobrze, że po wprowadzanych zmianach radni odpowiadać będą przed partią, bo oznacza to, że będą lepiej pracować. My nadal uważamy, że radny powinien być odpowiedzialny przed mieszkańcami, którzy go wybrali, by ich reprezentował.

 


To nie reforma, tylko złe zmiany komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na wio.waw.pl