Dziś o Azji. Choć tak naprawdę, w czasie gdy świat stał się „globalną wioską” (McLuhan), dotyczy to także – po części i pośrednio – Europy.
Otóż najbardziej zapalnym punktem na kontynencie azjatyckim wydaje się być Tajwan (wedle jego terminologii: „Republika Chińska”, a wedle Pekinu „Tajpej”, bo tak się nazywa stolica tego prawie w ogóle nieuznawanego w świecie państwa). Jednak konfliktem najbardziej długotrwałym i bez większych perspektyw jego zakończenia jest ten o Kaszmir.
To permanentny spór o górzysty region podzielony między trzy kraje: Indie, Pakistan i Chiny. Przy czym to ostatnie państwo zajmuje terytorium niezamieszkane. Finalnie konflikt dotyczy zatem dwóch państw posiadających broń jądrową: Islamskiej Republiki Pakistanu i Indii. To spór graniczny między drugim co do wielkości państwem muzułmańskim (ze stolicą w Islamabadzie) oraz najludniejszym krajem globu (ze stolicą w New Delhi).
Po stronie indyjskiej dochodzi do zamachów terrorystycznych, które są dziełem islamistów, ale z drugiej strony państwo Hindusów mocno inwestuje w ten region gospodarczo, także gdy chodzi o infrastrukturę. Z kolei w Pakistanie mamy do czynienia ze sporą aktywnością tych, którzy domagają się przynajmniej większej autonomii tego stanu.
Chodzi o pokojowy – a więc trudniejszy do zwalczania przez władze – ruch społeczny. Grupa prawników, społeczników, handlowców i studentów domaga się przestrzegania praw obywatelskich. Została ona uznana przez władze pakistańskie za „grupę terrorystyczną”. Jeszcze przed pokojowymi demonstracjami służby aresztowały 70 liderów tego ruchu, na czele którego stoi Shankat Nawaz Mir. Postawiono im zarzuty kryminalne. Hmm, skąd my to znamy?
Część działaczy na rzecz autonomii pakistańskiego Kaszmiru tkwi w tamtejszych więzieniach latami. Sądy są upolitycznione. I znów: skąd my to znamy? Sądy i administracja przeforsowały zmiany w ordynacji wyborczej korzystne dla Islamabadu, kosztem „lokalsów”, w tym miejscowych Hindusów.
Postulaty opozycji są bardziej gospodarczo-społeczne niż stricte polityczne. Domaga się ona przystępnych cen energii elektrycznej oraz pszenicy (!), ograniczenia eksploatacji miejscowych zasobów naturalnych, większych możliwości zatrudnienia, ograniczenia inflacji. Są jednak też postulaty bardziej „polityczne”: reforma wyborcza, ograniczenie ingerencji władz centralnych i zagwarantowanie udziału w podejmowaniu decyzji dotyczących rozwoju regionu.
Sytuacja jest dynamiczna. Indie usiłują w ten sposób, nie wprost, pośrednio, ale dość spektakularnie, szachować swojego sąsiada. Gra się toczy. Nie tylko zresztą w tej części Azji. To część globalnej „Wielkiej Gry”....
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze