W rok 2019 Polacy weszli w dobrych nastrojach. Odczuwalnie poprawiła się sytuacja ekonomiczna rodzin – dzięki rosnącej gospodarce, szybciej niż w całej Europie, i transferom finansowym, które zafundował PiS. Tendencja nie jest jednak trwała…
Zdecydowany optymizm, który przejawiało 60 proc. Polaków jeszcze w styczniu br., osłabł wyraźnie w kwietniu i maju w czasie strajku nauczycieli. W wakacje utrzymał się na poziomie w okolicach 45 proc., ale u progu września socjologowie obserwują wzrost niepokoju i obaw czy prognozowany trend wzrostowy gospodarki się utrzyma, a rosnąca drożyzna nie zje „górki” finansowej z 500+ i innych dobrodziejstw hojnie rozdanych różnym grupom społecznym.
Ekonomiści liczą… Inflacja wzrasta, pod koniec roku może osiągnąć między 2,7 a 3,0 proc. Producenci płacą wyższe ceny za energię, za paliwo, co się przekłada na koszty produkcji, a efektem jest stały wzrost cen, głównie żywności. Domowe budżety rodzin z dziećmi, mimo zasilania programami socjalnymi, notują spadek swej siły nabywczej, a niektórzy wprost mówią, że 500+ to jest już w tej chwili 100–.
Wrzesień 2019 przyniesie z pewnością dalszy wzrost kosztów utrzymania., ponieważ jest to miesiąc zwiększonych zakupów, związanych również z nowym rokiem szkolnym, ale przede wszystkim z dominującą nie tylko w polskim społeczeństwie postawą psychologiczną tzw. rozpoczynania życia na nowo. Przekłada się to na potrzebę posiadania nowych rzeczy do domu – telewizora, pralki, laptopa, komórki, odkurzacza etc. W tym miesiącu więc i producenci, i handlowcy odbiją sobie straty wakacyjne, kiedy dla pobudzenia sprzedaży obniżali ceny, ogłaszali promocje, a i tak nie za bardzo wychodzili na swoje…
Wrzesień będzie też miesiącem nawrotu protestów: nauczycieli, lekarzy, służb mundurowych, różnych grup budżetówki (np. pracowników sądów). Dotkliwy organizacyjnie będzie start szkół, w których brakuje nauczycieli, a lekcje będą się odbywać na trzy zmiany w przepełnionych klasach. To w sposób istotny zdezorganizuje życie rodzin. Swoje dołoży do tego służba zdrowia, i to nie tylko przez spodziewane strajki, ale z powodu – jak w handlu – kumulacji zaspokajania swoich potrzeb leczniczych.
Tąpnięcia w tych dwóch tylko dziedzinach życia, które dotykają prawie wszystkich Polaków, wspomagane przez rosnącą drożyznę (słyszał ktoś kiedyś o pietruszce za 25 zł?) spowodują widoczny spadek optymizmu społecznego, którego nie zniwelują wdrażane od września transfery finansowe i ulgi podatkowe. Uciążliwość dnia codziennego może być bowiem dojmująca…
A jeśli utrzyma się ona do dnia wyborów 13 października br. (a obiektywnie utrzyma), to nie afery związane z PiS (Srebrna, farma trolli Piebiaka, NBP, KNF, Falenta, Kuchciński itd.), a codzienne dojmujące kłopoty mogą spowodować istotne wahnięcie preferencji wyborczych. I to nie z powodu ubytków w tzw. twardym elektoracie PiS, ale w tych 10 proc. populacji, która waży swe preferencje do samego końca i często decyduje się na wybór, dopiero pochylając się nad wyborczą kartką.
Irytacja codziennością z dużym prawdopodobieństwem przełoży się na reakcję: no, dobra, komu innemu mogę teraz zaufać? I zaczyna się prawdziwe poszukiwanie odpowiedniego podmiotu, kiedy to w ciągu tych kilku minut (psychologia!) przez myśl przetacza się lawina pomysłów. Wygrywa ten, który – w opozycji do rządzących – wdrukował w powszechną świadomość lepszy slogan wyborczy – dający nadzieję na lepsze jutro w codziennym życiu. Sprawa sądów – fundamentalna dla demokracji – może przeważyć szalę tylko w momencie, kiedy suma kłopotów codziennych przybierze masę krytyczną.
Co więc powinny robić komitety startujące w wyborach, chcąc wygrać z rządzącymi? Muszą szukać prosto brzmiących recept, które będą się zdecydowanie różnić od coraz bardziej irytującej retoryki PiS.
WOJCIECH PIELECKI
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze