Reklama
  • rczarnecki2016-01-11 09:14:24


    Jaki
    był dokładnie przebieg Pana podróży?


    W
    Kurdystanie spędziłem trzy dni na początku tego roku. Wizytowałem
    tam jako wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. Spotkałem się
    z prezydentem Masudem Barzanim, a także z szefem resortu spraw
    zagranicznych tego kraju, z wiceprzewodniczącym tamtejszego
    parlamentu, a także z przedstawicielami mniejszości wyznaniowych i
    etnicznych. Myślę, że najbardziej poruszającą częścią mojej
    wizyty było odwiedzenie dwóch obozów dla uchodźców znajdujących
    się na obrzeżach Arbeli. Były to obozy dla uchodźców
    chrześcijańskich, a więc tych, którzy zdołali ujść przed
    dżihadystami z Państwa Islamskiego. Byli to uchodźcy z Mosulu oraz
    w pewnej mierze z Bagdadu. Na teren autonomii kurdyjskiej na obszarze
    państwa irackiego zbiegło z terenów Iraku łącznie milion
    osiemset tysięcy ludzi w tym czterysta tysięcy chrześcijan.


    Jak
    przedstawia się sytuacja uchodźców w tamtym regionie?


    Muszę
    powiedzieć, że ci ludzie mieszkają w bardzo ciężkich warunkach.
    W tym rejonach, w których gościłem, uchodźcy mają prąd tylko
    przez osiem godzin dziennie. A przecież teraz temperatura w nocy w
    tamtych rejonach jest minusowa. W tym kontekście imponujące było
    to, że ci ludzie nie byli nastawieni roszczeniowo, byli bardzo
    cierpliwi. Na zewnątrz każdego konteneru, w którym mieszkali były
    wycięte z tektury choinki. W ich prowizorycznych domach obecne były
    też krzyże, czy obrazki świętych. Widać było, że wiara jest
    dla nich bardzo ważna i podtrzymuje ich na duchu w tej trudnej
    sytuacji. Brałem udział we mszy świętej odprawianej w jednym z
    tych baraków, w której uczestniczyli uchodźcy, co było dla mnie
    bardzo dużym przeżyciem.


    Z
    kim jeszcze miał Pan okazję się spotkać podczas wizyty w
    Kurdystanie?


    Co
    bardzo ważne, brałem również udział w spotkaniu z tamtejszymi
    biskupami m.in. chaldejskim, asyryjskim i prawosławnym. Było to
    bardzo ważne i ciekawe spotkanie. Biskupi byli bardzo krytyczni
    wobec Unii Europejskiej i braku pomocy ze strony Europy dla ich
    regionu. Jednocześnie wszyscy bardzo mocno podkreślali, że oni nie
    chcą jechać na Stary Kontynent, natomiast chcieliby, aby Europa
    pomogła regionowi Bliskiego Wschodu, aby ludzie mogli tam wrócić i
    spokojnie żyć na terenach, na których mieszkają od wieków, od
    początku chrześcijaństwa w tym regionie. Zupełnie nie rozumieli
    oni polityki Unii w zakresie imigracji. W ich mniemaniu obecna
    polityka Unii Europejskiej w tej kwestii prowadzi do tego, że na
    nasz kontynent będą przybywać kolejni imigranci, co będzie
    stanowić coraz większy koszt dla europejskiego podatnika.


    Czyli
    uważają, że obecna polityka unijna jest szkodliwa tak dla Unii jak
    i dla nich?


    Jeden
    z tamtejszych biskupów powiedział mi tak: „Proszę Pana, na
    pańskim miejscu siedziało już wielu polityków z USA, Kanady, czy
    Europy, słuchali, obiecywali pomoc, ale nic nie zrobili, nie byli w
    stanie pomóc, ani niczego załatwić”. Muszę przyznać, że było
    to bardzo przejmujące. Dziwiono się, że skoro Turcja dostaje trzy
    miliardy euro z Unii, takich pieniędzy nie dostaje Kurdystan,
    chociaż mógłby pomóc Europie w realizacji celów związanych z
    imigracją dokładnie w taki sam sposób, to znaczy sprawić, by
    uchodźcy przebywali na tamtym terenie i nie wędrowali dalej.


    Czego
    jeszcze doświadczył Pan podczas wizyty w Kurdystanie?


    Byłem
    też na granicy rejonu walk toczonych między Kurdami a bojownikami z
    Państwa Islamskiego. Rozmawiałem tam z dowódcą Kurdów. Istniała
    w ich szeregach, jak i w całym regionie koncepcja, by Kurdystan stał
    się niebawem niepodległym państwem, co byłoby szczególnie ważne
    w obliczu okupowania Iraku przez ISIS. Na terenie niepodległego
    Kurdystanu mogliby spokojnie przebywać chrześcijanie narażeni na
    ogromne niebezpieczeństwo ze strony terrorystów. Już w marcu ma
    się odbyć w tej sprawie referendum.


    Jak
    wygląda sytuacja kurdyjskich bojowników?


    Oddział
    kurdyjskich bojowników, który wizytowałem, poniósł spore straty
    w czasie walk z ISIS wynoszące około trzydziestu zabitych i wielu
    rannych. Był tam ogromny przekrój wiekowy. Najmłodszy żołnierz
    oddziału miał szesnaście lat, a najstarszy osiemdziesiąt trzy.
    Ludzie walczący tam z Państwem Islamskim domagają się pomocy od
    Unii przede wszystkim w postaci broni. Doskonale zdają sobie sprawę
    z tego, że bronią nie tylko własnych interesów, ale także
    cywilizacji zachodniej. Wiedzą, że jest to wspólny wróg dla nas i
    dla nich. Podczas mojej wizyty pytali o możliwość wsparcia,
    również ze strony polskiej. Pytano również o możliwość pomocy
    humanitarnej dla tamtejszych uchodźców, którzy faktycznie żyją w
    straszliwych warunkach.


    Jak
    Pan ocenia szansę na to, by Unia takową pomoc zapewniła?


    Jak
    mówiłem wcześniej, liczba uchodźców w tym regionie jest bardzo
    duża. Jest to prawie dwa miliony ludzi w tym kilkaset tysięcy
    chrześcijan. Jeżeli Unia Europejska chce sobie sama pomóc, powinna
    przeznaczyć pewną kwotę pieniędzy na pomoc dla Kurdystanu po to,
    aby ci uchodźcy którzy tam przebywają, pozostali w tym regionie.
    Inaczej niemała część z nich będzie się starała przedostać do
    Europy. Jeżeli nasz kontynent będzie dziś skąpy, pojutrze będzie
    musiał wydać dużo większe pieniądze na próbę asymilacji tych
    ludzi w naszym regionie.


    Jakie
    konkretne kroki można podjąć w tej sprawie?


    W
    tej sprawie mam zamiar napisać list zarówno do przewodniczącego
    Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera, do przewodniczącego
    Rady Europejskiej Donalda Tuska oraz do pani Federici Mogherini
    pełniącej funkcję unijnego przedstawiciela do spraw zagranicznych
    i polityki bezpieczeństwa, wykazując w tym liście argumenty, że
    pomoc dla Kurdystanu jest de facto pomocą, której Europa
    udzieliłaby sama sobie.


    Jak
    można przewidywać dalszy rozwój sytuacji w Kurdystanie?


    Jak
    mówiłem, na marzec planowane jest referendum w sprawie odłączenia
    się Kurdystanu od Iraku. Niewątpliwie nawet po ewentualnym
    ogłoszeniu niepodległości kraj ten dalej byłby obiektem ataków.
    Walki będą dalej trwały. Dlatego my jako przedstawiciele Europy i
    świata zachodniego musimy się skupić z jednej strony na pomocy
    humanitarnej dla tego regionu, a z drugiej strony na pomocy
    militarnej i politycznej.


    Bardzo
    dziękuję za rozmowę.


    *wywiad dla portalu Fronda.pl




Reklama
Reklama