W dniu narodowego czytania zapoczątkowanego przez prezydenta RP Andrzeja Dudę warto po raz kolejny przypomnieć sobie Henryka Sienkiewicza - zwłaszcza, że mamy Rok jego imienia ogłoszony przez Sejm. patron nad wyraz trafiony, bo kształtujący polską tożsamość narodową, dziejopis sarmackiej rzeczypospolitej odmalowujący na kartach swych powieści narodową duszę Polaków. Dziś w czasach w których przez dekady kształtowano "elity" pozbawione - najoględniej mówiąc - narodowej wrażliwości, "elity" wręcz wrogo nastawionych do Polski i Polskości - czytanie Sienkiewicza jest na wagę złota. Jest darem czasu przeszłego dla młodego pokolenia, którego te "łze elity" chciały Sienkiewicza pozbawić wyprowadzając go ze szkół, skreślając z kanonu lektur, stopniowo eliminując ze świadomości. A jak ważna jest owa tożsamość widać w czasach dekadenckiej, bezpłodnej, starzejącej się Europy, atakowanej przez witalnych, agresywnych islamistów, którzy demograficznie zalewają Stary Kontynent. Pozbawianie się własnej tożsamości, odcinanie się od chrześcijańskich korzeni, czy wręcz kształtowanie Unii Europejskiej w konfrontacji z własną historią i tradycją wyjaławia Europę od dekad nie tylko zakłócając własną sferę poznawczą, ale wręcz stwarzając warunki dla zaszczepiania obcej ideologii i tradycji. O tym też przypominał nam Henryk Sienkiewicz, gdy pisał już w 1897 r. w noweli "Na jasnym brzegu", że "każdy cywilizowany człowiek ma dwie ojczyzny: swoją własną i Włochy" - czyli, że jest zakorzeniony również w ogólnoeuropejskiej cywilizacji łacińskiej, chrześcijańskiej, rzymskiej. Kto tego nie zauważa i nie docenia, ten gubi siebie, swoją Ojczyznę i Europę.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze