Reklama

Czerwone światło dla UE...z niespodziewanej strony

Dziś o Unii Europejskiej, a właściwie o coraz większych nastrojach antyunijnych. Stają się one udziałem także tych środowisk, których nigdy nie można było o to podejrzewać. Oto w ostatnich latach następuje w Europie wyraźny eurosceptyczny skręt. Niektórzy ilustrują to w najłatwiejszy możliwy sposób, po najmniejszej linii oporu, czyli pokazując wzrost sondaży lub wyników w wyborach ugrupowań, które albo są przeciwne strefie euro, albo każą Brukseli patrzeć na ręce, albo są przeciwne poszerzeniu Unii (to akurat coraz bardziej powszechne) lub przekazywaniu jeszcze większych kompetencji dla Komisji Europejskiej, albo w koncu — coraz to częstsze — negują UE. Można i tak. Ja jednak proponuję, aby spojrzeć na to szerzej: przez pryzmat partii, które kiedyś należały do "mainstreamu", a dzisiaj przesunęły się w kierunku wyraźnie antyestablishmentowym.

Przykładów nie należy długo i daleko szukać. Znajdziemy je w najbliższym sąsiedztwie Polski. Chodzi o Czechy i Słowację. I tak oto nad Wełtawą do władzy wrócił po czterech latach polityk-biznesmen Andrej Babisz i jego partia „ANO” (po czesku: „TAK”). Mało już kto pamięta, że partia tego siedemdziesięciodwulatka należała przed laty do międzynarodówki liberalnej! Dziś jej reprezentanci w Parlamencie Europejskim zasiadają w jednej z dwóch najbardziej eurosceptycznych, antybrukselskich frakcji. Są razem z FIDESZ-em Viktora Orbana i Zjednoczeniem Narodowym Marine Le Pen w grupie politycznej „Patrioci dla Europy”. Sam Babisz, urodzony w Bratysławie i uważany za członka narodowości słowackiej, jest bardzo pragmatyczny i jego zwrot w kierunku niechęci do UE nie wynika bynajmniej z faktu, że nawrócił się „ideologicznie”, ale dlatego, że inaczej już — i jako przedsiębiorca, i jako polityk — postrzega Brukselę. Widzi też ewolucję Czechów, którzy na Unie patrzą coraz bardziej krytycznie i już od lat w swojej zdecydowanej większości sa przeciwnikami akcesu Republiki Czeskiej do strefy EURO.

Reklama

Podobną ewolucję przeżył też premier i też wracający po czterech latach przerwy w rządzeniu — Robert Fico ze Słowacji i jego partia SMER. Kiedyś byli w międzynarodówce socjalistycznej (S&D), a teraz, choć nie zapisali się do żadnej antyunijnej czy eurosceptycznej frakcji w parlamencie w Brukseli i Strasburgu, to bardzo jednoznacznie krytykują UE. A w zasadzie rewanżują się za ostrą krytykę, której byli poddani tuż przed wyborami na Słowacji, a nawet już po nich (Komisja Europejska bardzo chciała zablokować rząd z udziałem SMER i nie dopuścić do ponownego objęcia steru władzy w Bratysławie przez Roberta Fico.

I tak partie establishmentu w trosce o interesy własne i ich państw stały się partiami antyestablishmentowymi. Co charakterystyczne: jest to coraz bardziej powszechny proces!

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 07/09/2026 10:48
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wio.waw.pl




Reklama