Z opuszczonych zapór nic sobie nie robił. Tłum czekał aż pociąg przejedzie, on po prostu wszedł na przejazd. Sytuacja w Nowej Iwicznej.
Policjanci z wydziału z KRP na Pradze-Południe - przy współpracy z funkcjonariuszami z Kalisza - zrealizowali sprawę oszustwa. Do interwencji, która z niepokojącej zmieniła się w pościg, doszło w jednym z tramwajów. Buspas w Alei Zielenieckiej na Pradze-Południe już działa! To była kolejna SPEKTAKULARNA akcja mundurowych z grupy "Kobra".
"Pośpiech, ignorancja przepisów, brawura i brak rozsądku - to najwięksi zabójcy na torach! Tarczą ochronną przed nieszczęściem jest znajomość przepisów i ich przestrzeganie oraz odpowiedzialność za bezpieczeństwo swoje i innych. Niestety, wciąż wiele osób sądzi, że czerwone światło przed przejazdem kolejowo - drogowym jest tylko ostrzeżeniem, a nie kategorycznym zakazem wjazdu czy też wejścia na torowisko" - twierdzą mundurowi.
Z taką właśnie sytuacją mieli do czynienia funkcjonariusze piaseczyńskiej drogówki, którzy w Nowej Iwicznej na ulicy Krasickiego, zwrócili uwagę na mężczyznę, który pomimo czerwonego światła i opuszczonych zapór wszedł na przejazd. Funkcjonariusze natychmiast zareagowali i zatrzymali mężczyznę do kontroli drogowej, aby wyjaśnić, dlaczego zdecydował się zignorować sygnały jednoznacznie informujące o zagrożeniu.
Jak się okazało, nie chodziło o brak wiedzy czy nieznajomość przepisów. 45-latek poprostu się spieszył i był już znudzony czekaniem aż zapory się podniosą. Mężczyzna został ukarany mandatem karnym w wysokości 2000 złotych. Policjanci przeprowadzili z nim również rozmowę, przypominając, że wejście na przejazd kolejowy przy opuszczonych zaporach to igranie ze śmiercią. Warto o tym pamiętać szczególnie wtedy, gdy wydaje nam się, że „zdążymy przejść”. Pamiętajmy o tym, że w konfrontacji ze składem, ważącym kilkaset ton samochód i człowiek nie mają żadnych szans! Kiedy na sygnalizatorze nadawany jest sygnał czerwony, a zapory kolejowe są opuszczane należy bezwględnie się zatrzymać! Te kilka sekund więcej w całej podróży jest niczym w porównaniu z konsekwencjami, jakie może nieść spotkanie z pociągiem.
Tym razem skończyło się mandatem i reprymendą, a 45-latek mógł wrócić do swoich codziennych spraw.
Zobacz także:
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze