Reklama

Polska- Białoruś: nowe otwarcie (bo Amerykanie pozwolili)...

Dziś o naszej – ale też unijnej – polityce wschodniej, choć w transatlantyckim kontekście. Otóż przy okazji sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ spotkali się ministrowie spraw zagranicznych Polski i Białorusi. Prorządowi politycy i dziennikarze, ci sami, którzy przez lata krytykowali jakiekolwiek pomysły otwarcia się na tego naszego sąsiada, nagle zamilkli. Nie mam pretensji do szefa MSZ RP, że spotkał się ze swoim odpowiednikiem z Mińska. Mam pretensje, że zrobił to tak późno. Mam też pretensje do tych wszystkich, którzy w tej sprawie w bezrefleksyjny i de facto aintelektualny sposób odrzucali próby choćby samego myślenia o tym, jak przerwać ten „chocholi taniec”, który nie pozwalał nam na jakiekolwiek próby prowadzenia własnej polityki, tylko kazał być echem Unii Europejskiej.

Tymczasem Białoruś to nasz sąsiad. Często bardzo trudny, ale jednak mamy w jego kontekście realne interesy i doświadczenia, których nie mają – przy całym szacunku – ani UE, ani Irlandia, Portugalia, Hiszpania czy Cypr, dla których nasi wschodni sąsiedzi są zupełną egzotyką. Prawdę mówiąc: znacznie większą egzotyką niż dla Hiszpanii jest Maroko.

Reklama

W ostatnich latach z osłupieniem można było czytać oficjalne statystyki, które mówiły, że w relacjach z Białorusią więcej inwestycji czy obrotów handlowych mają Niemcy lub Włochy niż jej sąsiad – Polska. Rzeczpospolita zupełnie nie potrafiła wykorzystać swojego położenia geograficznego i geopolitycznego, które przemawiało za tym, aby to właśnie nasze państwo było swoistym „mostem” Białorusi do Unii Europejskiej i w drugą stronę: UE na Białoruś. Nie potrafiliśmy jako kraj wywalczyć sobie takiej pozycji w Unii, aby to Polska przemawiała wobec Mińska w imieniu Brukseli, tak jak Hiszpania przemawiała i przemawia wobec Kuby w imieniu całej UE-27.

Postulowałem od dawna taką pozycję państwa polskiego w tym geopolitycznym meczu w Europie Wschodniej. Pisałem o tym i mówiłem od bez mała kilkunastu lat. Był to głos wołającego na puszczy. To doprawdy dość żenujące, że owa odwilż na odcinku polsko-białoruskim nastąpiła dopiero wtedy, gdy od roku swoje kanały komunikacyjne z Mińskiem bardzo aktywnie uruchamia Waszyngton. Biały Dom wysyłał tam swoich wysokich rangą przedstawicieli dyplomatycznych, zawstydzając w ten sposób i Brukselę, i Warszawę. Odbywało się to w czasie, gdy Polska i Unia Europejska grzeszyły pasywizmem w tym obszarze polityki wschodniej.

Reklama

Polskie przysłowie mówi: „lepiej późno niż wcale”. Tytuł amerykańskiego filmu jest inny, ale też oddaje istotę rzeczy: „Lepiej późno niż później”. Szkoda tylko, że próbujemy odmrażać nasze relacje z tym sąsiadem nie jako prekursorzy, „trendsetterzy”, tylko jako – w jakiejś mierze – pas transmisyjny Stanów Zjednoczonych Ameryki. Stać nas na więcej, doprawdy.

A zamykanie się na Mińsk, odwracanie się plecami do Białorusi oznacza wpychanie jej jeszcze bardziej w łapy Moskwy. A przecież chyba nie o to chodzi? Czyż nie? Chyba że...

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wio.waw.pl




Reklama