Warto dziś postawić kilka pytań w kontekście tego, co dzieje się za naszą polską, ale też unijną granicą wschodnią. Co dalej? Jaki będzie wojenny scenariusz w Europie Wschodniej? Wydaje się on korzystniejszy dla Rosji niż dla Ukrainy. Idzie bardzo ciężka zima dla Kijowa. Zapewne najcięższa od początku wojny w lutym 2022 roku. Moskwa będzie uderzać „dywanowo”. Jej fundamentalnym celem jest zniszczenie infrastruktury energetycznej Ukrainy – i tak już bardzo poważnie osłabionej w ostatnich miesiącach. Ponadto Rosjanie będą też atakować system wodny, a także system kanalizacyjny przeciwnika.
Na co liczy strona ukraińska? Przede wszystkim na tzw. rozejm energetyczny między obydwoma walczącymi państwami. Wydaje się, że w praktyce jest to jedyna strategia Ukrainy na przetrwanie tej zimy. Jednak ja na taki „energetyczny pokój” nie liczę. On się po prostu Rosjanom nie kalkuluje.
Na co liczy Federacja Rosyjska? Przede wszystkim na wspomnianą już zimę, która wykończy Ukraińców nie tylko energetycznie, ale też moralnie. Liczy również na mobilizację nowych żołnierzy, nawet jeśli nie będzie ona masowa. Oczywiście ma się ona odbyć dopiero po zbliżających się wyborach do rosyjskiego parlamentu, czyli Dumy Państwowej. Ponadto Rosja liczy na zmęczenie wojną – trwającą już ponad cztery i pół roku – zarówno Stanów Zjednoczonych Ameryki, jak i państw europejskich: zarówno UE, jak i Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Mówiąc ściślej, chodzi o zmęczenie olbrzymią pomocą militarną i gospodarczą dla państwa ukraińskiego. Tą wojną coraz bardziej zmęczone są społeczeństwa szeroko rozumianego Zachodu.
Warto w tym momencie podkreślić, że w przyszłym roku w czterech z pięciu największych państw Unii Europejskiej odbędą się wybory na szczeblu centralnym, a w związku z tym klasa polityczna Starego Kontynentu na pewno nie będzie w kontrze do własnych wyborców, którzy chcą realizacji interesów narodowych swoich krajów, a nie coraz bardziej egzotycznej – w kontekście gigantycznej korupcji na Ukrainie – pomocy dla Kijowa. Chodzi o wybory prezydenckie we Francji, a także parlamentarne we Włoszech, Hiszpanii i Polsce. Dodajmy do tego wybory, co prawda nie federalne, ale do parlamentów krajów związkowych (landów) w Republice Federalnej Niemiec. A przecież wybory parlamentarne odbędą się w przyszłym roku jeszcze w kilku innych państwach członkowskich Unii Europejskiej, jak choćby w Grecji i Finlandii.
To wszystko powoduje, że Rosja bombarduje i czeka. Tymczasem spektakularne ataki Ukrainy na rosyjską infrastrukturę energetyczną są tyleż medialne, co niespecjalnie wiele zmieniają w proporcjach sił obu państw Europy Wschodniej.
Reasumując: to będą skrajnie trudne miesiące dla Kijowa. Tym bardziej więc powinien dbać o dobre relacje z Polską.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze