Przeżył piekło walk na Woli i Starówce, cudem uniknął śmierci po postrzale w głowę, a później przez dekady niósł pamięć o Powstaniu Warszawskim na emigracji. Jerzy Malewicz odszedł w wieku 97 lat.
W wieku 97 lat zmarł Jerzy Malewicz, znany pod powstańczym pseudonimem Jan Kowalski, jeden z ostatnich obrońców stolicy z 1944 roku. Odszedł człowiek, którego życiorys stał się symbolem niezłomności, męstwa i bolesnych losów pokolenia Kolumbów.
Jerzy Malewicz zapisał się na kartach historii jako aktywny uczestnik Powstania Warszawskiego, w którym od pierwszych dni brał udział w najcięższych starciach. Jego szlak bojowy wiódł przez Wolę oraz Stare Miasto, gdzie z narażeniem życia walczył o wolność ojczyzny. To właśnie podczas dramatycznej obrony Starówki został ciężko ranny, kiedy to cudem przeżył bezpośredni postrzał w głowę. Opiekę medyczną otrzymał w polowym szpitalu przy ulicy Długiej, będącym jednym z punktów nadziei na mapie walczącego miasta.
Po upadku Starego Miasta jego losy potoczyły się dramatycznie, gdy jako ranny został ewakuowany do Szpitala Wolskiego, a następnie pod koniec września 1944 roku przetransportowany do Milanówka. Nadzieja powróciła wraz z odnalezieniem go przez matkę w Olszówce, która opuściła zniszczoną stolicę wraz z dwójką pozostałych dzieci. Rodzina, naznaczona wojennym cierpieniem, szukała schronienia najpierw w Częstochowie, a później w Żarkach.
W latach 60. XX wieku Jerzy Malewicz zdecydował się na emigrację i wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie osiadł na stałe w Nowym Jorku. Mimo odległości dzielącej go od kraju, nigdy nie zapomniał o swojej ojczyźnie, za co otrzymał liczne wyrazy uznania, w tym Krzyż Walecznych, Medal Wojska oraz Odznakę Weterana Walk o Niepodległość Ojczyzny. Jeszcze w styczniu tego roku miał okazję przyjąć osobiste podziękowania za swoje bohaterstwo od prezydenta Warszawy, który odwiedził go w jego nowojorskim domu. Śmierć Pana Jerzego to ogromna strata dla polskiej pamięci narodowej, jednak, jak podkreślają władze stolicy, jego heroiczne czyny na zawsze pozostaną w sercach mieszkańców.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze