Zaczęło się od niewinnego telefonu z sieci komórkowej, a skończyło finansowym dramatem i interwencją policji. Mieszkaniec warszawskiego Targówka był święcie przekonany, że bierze udział w tajnej akcji ratowania swoich oszczędności życia. Wystarczyło jednak kilka minut manipulacji i jedna zainstalowana aplikacja, by z jego konta bezpowrotnie zniknęło aż... Jak działali oszuści i jaki popełnili błąd, że mężczyzna w końcu przejrzał na oczy? Poznaj kulisy tej bulwersującej sprawy.
Do tego dramatycznego zdarzenia doszło w połowie czerwca bieżącego roku. Pokrzywdzony mieszkaniec Targówka odebrał połączenie od kobiety, która przedstawiła się jako pracownica firmy telekomunikacyjnej. Poinformowała go, że ktoś nieuprawniony wyrobił duplikat jego karty abonenckiej. Gdy mężczyzna zaprzeczył, by zlecał taką operację, rozmówczyni oświadczyła, że sprawa jest poważna i musi natychmiast powiadomić o tym bank oraz policję. Zapowiedziała też, że przedstawiciel instytucji skontaktuje się z nim osobiście.
Na reakcję rzekomych służb nie trzeba było długo czekać. Już kilka minut później do poszkodowanego zadzwonił mężczyzna podający się za pracownika banku.
Fałszywy bankier potwierdził wersję o wyłudzeniu karty SIM i oświadczył, że bezpieczeństwo danych oraz funduszy na koncie zostało poważnie naruszone. Aby rzekomo zablokować środki przed kradzieżą, polecił mężczyźnie zainstalowanie na telefonie konkretnej aplikacji bankowej.
Działając pod wpływem silnego stresu, mieszkaniec Targówka wykonał polecenie, a następnie – na żądanie oszusta – podał mu pełne dane logowania do swojego konta. Gdy w trakcie rozmowy przyznał, że posiada rachunek w jeszcze jednym banku, przestępcy natychmiast przekierowali połączenie do kolejnego „konsultanta”. Jemu również zmanipulowany mężczyzna udostępnił dostęp do swoich oszczędności.
Mężczyzna przez cały czas pozostawał na linii, krok po kroku autoryzując operacje, które miały chronić jego kapitał. Dopiero po pewnym czasie w jego głowie pojawiły się wątpliwości. Czekając na kolejne dyspozycje, postanowił sprawdzić w internecie aplikację, którą kazano mu pobrać.
W sieci natrafił na ostrzeżenia, że oprogramowanie to jest masowo wykorzystywane przez cyberprzestępców do zdalnego przejmowania kontroli nad urządzeniami i wyłudzania pieniędzy. W tym samym momencie zorientował się, że przed chwilą zatwierdził przelew na gigantyczną kwotę 100 tysięcy złotych.
Mieszkaniec Warszawy natychmiast przerwał połączenie i udał się do najbliższej stacjonarnej placówki swojego banku. Tam pracownicy potwierdzili najgorszy scenariusz – padł ofiarą bezwzględnego oszustwa. Sprawa została niezwłocznie zgłoszona na policję.
Komenda Stołeczna Policji regularnie apeluje o zachowanie szczególnej ostrożności podczas rozmów telefonicznych dotyczących finansów. Przestępcy potrafią doskonale imitować procedury bankowe i wywierać na ofiarach presję czasu, która paraliżuje racjonalne myślenie.
Prawdziwi pracownicy banku nigdy nie proszą o podawanie haseł dostępowych, loginów ani kodów PIN przez telefon. Nigdy też nie wymagają instalowania dodatkowego oprogramowania czy aplikacji do zdalnego pulpitu w celu „ratowania” środków. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości należy natychmiast rozłączyć się i zweryfikować sprawę osobiście w oddziale banku.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze