Drogowa rewolucja w Warszawie. Liczba śmiertelnych wypadków spadła o połowę!
W latach 2016–2020 Warszawa jako pierwsze miasto w Polsce przeprowadziła tytaniczną pracę – zbadano około 4 tysięcy przejść bez sygnalizacji świetlnej. Na tej podstawie do końca zeszłego roku drogowcy naprawili blisko 800 z nich. Teraz ZDM postanowił sprawdzić, czy wydane miliony przyniosły oczekiwany skutek. Niezależni audytorzy ponownie wzięli na warsztat 86 losowych, zmodernizowanych zebr, oceniając je pod kątem 30 surowych kryteriów.
Ogólny werdykt jest bardzo optymistyczny. Przed zmianami średnia ocena badanych przejść wynosiła zatrważające 0,92 w skali od 0 do 5. Po przebudowach wskaźnik ten poszybował do 3,02.
Aż 34 przejścia dostały najwyższe noty (4 lub 5), a ponad dwadzieścia „awansowało” z absolutnego dna (oceny 0-1) do statusu przejść bezbłędnych. Co najważniejsze, te działania realnie przekładają się na ludzkie życie – w ciągu ostatnich lat liczba wypadków śmiertelnych na warszawskich drogach spadła o blisko połowę.
Najbardziej zaskakującym wnioskiem z audytu jest bezużyteczność tzw. aktywnych przejść, które jeszcze kilka lat temu promowano jako technologiczny przełom. Chodzi o zebry wyposażone w sensory wykrywające pieszego, które po jego zbliżeniu aktywują dodatkowe, pulsujące oświetlenie.
Cztery przejścia w Warszawie otrzymały w nowym raporcie gorsze noty niż przed laty. Trzy z nich znajdują się na ulicy Belgradzkiej na Ursynowie (dwa przy Braci Wagów, jedno na wysokości nr 48).
– Dziś już wiemy, że aktywne przejścia nie są skutecznym rozwiązaniem – przyznaje wprost ZDM. W praktyce kierowcy wciąż jeżdżą tam za szybko, a pasy są zbyt długie. Sytuację pogorszyło też to, że audytorzy ostrzej traktują przejścia przy szkołach (tzw. z „agatkami”), wymagając od nich znacznie więcej. Podobny los spotkał przejście na ul. Wrocławskiej 7A, gdzie progi zwalniające nie rozwiązały problemu zbyt szerokiej, dwupasmowej jezdni.
Audyt pokazał też, że urzędowe półśrodki nie działają na drogach o przestarzałej, powojennej geometrii.
Ul. Roentgena (przy Centrum Onkologii): Mimo montażu progów zwalniających 6 lat temu, przejście znowu dostało ocenę „0”. Progi są za daleko (tak dawniej nakazywały przepisy), jezdnia ma dwa pasy w jednym kierunku, a kierowcy pędzą tam jak szaleni. Co gorsza, korzystają z niego głównie osoby starsze i schorowane. Rozwiązaniem ma być budowa obiecanej przez szpital sygnalizacji świetlnej.
Ul. Stawki (między Karmelicką a Dubois): Awans z „0” na „1”. Doraźne separatory uspokoiły ruch, ale to za mało – przejście jest za długie, a widoczność zasłaniają autobusy stojące na jezdni. Tutaj pomóc ma dopiero zaplanowana, generalna przebudowa ulicy wraz z modernizacją linii tramwajowej.
Nowy audyt dostarczył ZDM-owi bezcennej wiedzy. Okazało się, że największymi problemami na warszawskich pasach są specyficzne, lokalne uwarunkowania (blisko 40% przypadków), zbyt wysoka prędkość pojazdów (31,8%) oraz za długa trasa, jaką pieszy musi pokonać po asfalcie (26,1%).
W ponad połowie przypadków eksperci zalecają „niestandardowe, indywidualne” podejście projektowe. ZDM zapowiada, że bogatszy o te doświadczenia porzuci schematyczne rozwiązania i skupi się na fizycznym skracaniu przejść (np. poprzez budowę azyli) oraz masowym montażu klasycznej sygnalizacji świetlnej tam, gdzie droga ma po dwa pasy w jedną stronę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze