24°C lekkie zachmurzenie

Polemika z Hanną Gronkiewicz-Waltz i jej infantylną krytyką zmiany ustroju Warszawy

Polityka, Polemika Hanną Gronkiewicz Waltz infantylną krytyką zmiany ustroju Warszawy - zdjęcie, fotografia

Obecnej Prezydent Warszawy wyraźnie puszczają nerwy. Zaproponowany przez PiS projekt zmiany ustroju Warszawy nazywa "rozbiorem". Od profesor prawa oczekiwać można elementarnej chociaż znajomości pojęć, którymi się publicznie posługuje. Rozbiór, co wie każdy nastolatek z lekcji historii Polski, polega na podziale terytorium. W przypadku projektu PiSu nie ma mowy o zmniejszeniu terytorialnym Warszawy. Wręcz przeciwnie, miasto stołeczne zwiększy swój obszar o 32 sąsiednie gminy tworząc w ten sposób metropolię. Sama gmina Warszawa ma pozostać w niezmienionych granicach jako 33 gmina metropolii. To raczej ekspansja, ale na pewno nie rozbiór.

Kolejne zdanie komentarza stołecznej prorok i równie wielka zagadka. Prawdopodobnie skołowana ostatnimi zatrzymaniami CBA Prezydent stwierdza, że projekt PiS to „cwaniacka próba przejęcia władzy w stolicy”. Ależ w jaki sposób? Przecież projekt zmiany ustroju nie zakłada skrócenia obecnej kadencji i przewiduje bezpośrednie wybory zarówno prezydenta metropolii, jak i burmistrzów gmin znajdujących się obecnie poza granicami Warszawy. A to, że dziś wiatr polityczny nie wieje już w żagle PO to sprawa zupełnie niezależna od zaproponowanych rozwiązań ustrojowych.

Notabene krótka pamięć mają liderzy PO równie w czambuł krytykujący przedstawiony projekt. Zapomnieli jak to pod ramię z ówczesnym SLD w 2002 r. zmienili w sposób fundamentalny ustrój Warszawy licząc, że centralizacja władzy w całym mieście na długie kadencje pozwoli rządzić ówczesnej koalicji w mieście PO-SLD. Chcieli również uniknąć gorszących i przeciągających się układanek powyborczych na szczeblu ówczesnej Gminy Warszawa-Centrum, Powiatu Warszawskiego, Miasta, wreszcie odzyskać jednym ruchem panowanie w 10 gminach tzw. wianuszka, które manifestując swoją niezależność zawsze były solą w oku prezydenta. Jakież było rozczarowanie, gdy pierwsze wybory pod rządami nowej ustawy warszawskiej wygrał wtedy prezydent Lech Kaczyński. Dziś także polityczne kalkulacje czy PiSu, czy spanikowanej Prezydent są mocno na wyrost.

Jedyny podniesiony przez nią argument mający charakter przebłysku świadomości to sposób reprezentacji radnych. Fatycznie absurdalnym jest, by Warszawa zamieszkana przez 1,7 mln mieszkańców miała prawie dwa razy mniej radnych niż kolejne 32 gminy zamieszkałe przez połowę tej liczby mieszkańców. Albo w innym ujęciu, że gminy liczące od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców miały po jednym radnym na szczeblu metropolii, podobnie jak ponad stutysięczne dzielnice Warszawy na czele z blisko ćwierćmilionowym Mokotowem. Ale i tu widać, że Pani Prezydent nie zadała sobie trudu doczytania, bo projekt zakłada zasadę podwójnej większości, czyli głosowania zarówno arytmetycznego jak i biorącego pod uwagę liczbę mieszkańców, których poszczególni radni reprezentują, na wzór rozwiązań stosowanych w UE. Choć w samorządzie jest to dość oryginalne i niepraktyczne rozwiązanie, które w toku dalszych prac na pewno upadnie.

Dalsze rozważania Pani Prezydent wskazują na jej całkowity mentlik w głowie. Trudno bowiem zrozumieć tezy, dlaczego mieszkańcy Warszawy mieliby stracić na tej reformie i dlaczego z ich podatków miałyby być utrzymywane 32 okoliczne gminy, które od lat świetnie sobie radzą finansowo bez pomocy Warszawy, a dochody na głowę mieszkańca są na całym obszarze przyszłej metropolii bardzo porównywalne. Przecież podwarszawski gminy i powiaty należą do najbogatszych w Polsce i od lat są w czołówce JST płacących tzw. janosikowe.

Mieszkańcy Warszawy, podobnie jak mieszkańcy obecnych podwarszawskich gmin nie dość, że nie stracą na reformie to zyskają na skoordynowaniu w jednym ręku zarzadzania kwestiami planowania przestrzennego, transportu publicznego czy dróg na obszarze całej metropolii. Dziś bowiem granica administracyjna Warszawy jest sztuczna, natomiast problemy jak najbardziej realne i ponad graniczne. Ustanowienie jednego włodarza w kluczowych dziedzinach na całym obszarze miejskim pozwoli stworzyć synergię i lepiej wykorzystać istniejący, ale rozproszony zasób finansowy do kompleksowego rozwiązania najbardziej palących problemów mieszkańców.

Proszę by nie mierzyła też Pani Prezydent innych swoja miarą. Fraza „motywacją reformy jest chęć zatrudnienia swoich” jest nie dość, że infantylną konstrukcją myślową, to w zupełności ma się nijak do zaproponowanej reformy. Nie dotyka bowiem ona kwestii zatrudnienia w administracji samorządowej. Jednak dzięki temu zdaniu komentarza wiemy co było najważniejsze przez ostatnich 10 lat rządów Gronkiewicz-Waltz. Jak się okazuje zatrudnianie swoich.

Całość „komentarza” Prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz jest jej kolejną publiczną kompromitacją. Zdania nie trzymające się kupy. Tezy nie poparte dowodami. Ostatnie zadanie „Panie Prezesie Kaczyński, żaden to dla mnie zaszczyt być ostatnim Prezydentem Stolicy” jak w soczewce wskazuje, że Prezydent nawet nie zadała sobie trudu przeczytania projektu ustawy. Lub nie rozumie co czyta. Projekt do którego można mieć wiele uwag zakłada przecież wzmocnienie samorządu Warszawy, na wzór innych europejskich stolic. A funkcja prezydenta stolicy nie dość, że będzie utrzymana, wbrew temu co insynuuje Hanna Gronkiewicz-Waltz, to uzyska uprawnienia wykraczające poza obecne granice stolicy.

Pani Prezydent nie kojarzy chyba, że w ostatnim ćwierćwieczu umocowanie sprawowanego przez nią urzędu, sposób wyboru i zakres kompetencji zmieniały się już czterokrotnie. Piąty raz nie stanowi w tej sprawie niczego nadzwyczajnego. Ot signum temporis. Jednak forma i styl odchodzącej Prezydent tworzą przygnębiający i żałosny obraz jej upadku.


Polemika z Hanną Gronkiewicz-Waltz i jej infantylną krytyką zmiany ustroju Warszawy komentarze opinie

  • gość 2017-02-02 07:11:11

    Panie Guział zajmij się Pan własnym podwórkiem-Wysockim na Ochocie.

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na wio.waw.pl