To był niesamowity, pełen emocji i zwrotów akcji pokaz tenisa na najwyższym światowym poziomie! Maja Chwalińska stanęła przed szansą na napisanie jednego z najpiękniejszych rozdziałów w historii polskiego sportu, mierząc się na korcie Philippe-Chatrier w finale wielkoszlemowego Roland Garros z rozstawioną z numerem „8” Mirrą Andriejewą.
Mecz od samego początku trzymał w ogromnym napięciu. Obie zawodniczki wyszły na kort niezwykle skoncentrowane, prezentując widowiskowe, pełne sprytu i technicznych wymian zagrania. Idealnym podsumowaniem tej zaciętej walki był początek pierwszego seta – po serii twardych gemów, przełamań i widowiskowych obron z obu stron, na tablicy wyników w Paryżu pojawił się remis 3:3, co zwiastowało gigantyczną batalię do samego końca.
Niestety, końcówka pierwszego seta należała do młodej Rosjanki. Andriejewa od stanu remisowego przejęła inicjatywę, grając niezwykle precyzyjnie i bezwzględnie wykorzystując potknięcia Polki. Wygrała trzy kolejne gemy z rzędu i zamknęła pierwszego seta wynikiem 6:3.
W drugim secie rywalka poszła za ciosem i wypracowała prowadzenie 5:0. Wynik na tablicy nie oddał jednak w pełni zaciętości tego spotkania – Chwalińska nie poddawała się, biegała do każdej piłki i szukała punktu zwrotnego. Polka zdołała przełamać serię rywalki, jednak świetnie dysponowana Andriejewa nie wypuściła już szansy z rąk, wygrywając drugiego seta 6:2 i pieczętując swój wielkoszlemowy triumf.
Bez względu na końcowy rezultat, 24-letnia Polka dokonała w stolicy Francji czegoś legendarnego. Przechodząc przez mordercze kwalifikacje, Chwalińska napisała jedną z piękniejszych opowieści współczesnego sportu. Paryż zyskał nową, niezwykłą bohaterkę!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze