Rozmowa z Robertem Kuraszkiewiczem, członkiem Zarządu Banku Pocztowego.
- Jaka jest Pana największa ambicja związana z tym bankiem? Został Pan członkiem Zarządu niedawno i właściwie dlaczego?
- Bo widzę w tym banku ogromny potencjał. Do tej pory pracowałem – rzec by można – na obrzeżach banków, ale zawsze miałem styk z problemem ich użyteczności w stosunku do obywatela, społeczności, samorządów, czyli… niechże te banki będą wreszcie usłużne wobec nas.
- OK. I jest Pan teraz władny to zrobić? Bank Pocztowy nie jest największy, nie ma takiej siły przebicia, jak inne banki, np. PKO BP. Czym możecie konkurować?
- Kropla drąży skałę. Powiedzenie – banał. Ale tak jest. Nasz bank ma potencjał, którego inne nie mają. Poczta Polska to jego większościowy właściciel, który stwarza ogromne możliwości. Jesteśmy bowiem jako bank w każdym właściwie okienku pocztowym. Nasi klienci nie mają problemu z poszukiwaniem oddziałów bankowych. Po prostu wystarczy, że się rozejrzą po swojej najbliższej okolicy i już nas widzą: 10 tysięcy punktów. W dzielnicy, gminie, większym lub mniejszym mieście. Z pocztą nie ma problemu. Poczta jest! A my z nią.
- Na poczcie są kolejki… Czasem spore i wkurzające…
- Tak, to prawda, ale tylko w dużych miastach… Razem z władzami poczty, myśląc o naszych usługach, staramy się to rozwiązać. Tworzymy po prostu tzw. mikro oddziały, gdzie nasz klient nie musi stać w kolejce razem z innymi kontrahentami poczty. Przychodzi i widzi od razu… tu jest Bank Pocztowy. Siada przy konsultancie i załatwia. Bo w mniejszych miejscowościach problemu nie ma. Tam wiadomo, że bank i poczta to jedno. W większości jedno okienko.
- A czy może być tak, że listonosz, przedstawiciel poczty, który ma przecież codzienny kontakt z waszymi klientami, jest również reprezentantem banku?
- O, i to jest problem kluczowy i… siła naszego banku. Listonosz może bowiem dostarczyć każde zadysponowane z konta w Banku Pocztowym pieniądze do konkretnej osoby. Zwłaszcza teraz, gdy wszedł program 500+, w którym Bank Pocztowy jest dość nowatorski. Jeśli podpiszemy odpowiednią umowę z konkretnymi miastem lub gminą, to środki, jakie z tego wynikają, mogą być wypłacone zainteresowanym w każdym miejscu w Polsce, o każdej porze, w okienku pocztowym lub przez listonosza. To odciąża ośrodki pomocy społecznej od kolejek, które tam się w dniu wypłat nagminnie zdarzają, a zainteresowanym daje swobodę decydowania o miejscu i chwili wypłaty należnych im pieniędzy.
- A samorządy? Spotykamy się w lokalu Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej. Po coś, prawda?
- No, tak… Nie ma tu co ukrywać. Nasz bank ma w swojej ofercie tyle różnych propozycji współpracy z lokalnymi społecznościami, że nie starczyłoby miejsca, żeby je tu wszystkie wymienić. Jedno jest pewne: oferta Banku Pocztowego w kierunku samorządów lokalnych, wspólnot mieszkaniowych, rad rodziców w szkołach jest niezwykle bogata i – zawsze! – dostosowana do potrzeb klienta. Nasza – jak sądzę – ewidentna przewaga nad innymi bankami polega na tym, że my nie działamy jak bezduszny „konsultant” z infolinii, ale zawsze jako żywy człowiek z krwi i kości, który potrafi OSOBIŚCIE podpowiedzieć, zainspirować i znaleźć odpowiednie rozwiązanie.
- I zwykłemu obywatelowi też?
- Ależ oczywiście! Przecież ten zwykły obywatel dostarcza nam najzwyklejszego w świecie obrotu pieniądza, z którego banki żyją. Rzecz w tym, żeby ów Obywatel, którego nasz bank niezwykle ceni, w swoim środowisku mógł realizować własne płatności w relacjach z miejscowymi podmiotami publicznymi po jak najmniejszych kosztach. Żeby jego pieniądze wracały do niego w formie kredytów i obligacji dla miejscowych społeczności na społecznie ważne cele. Bo kapitał naszego banku jest polski. Bo mamy poczucie posłannictwa w realizacji społecznych zadań i… co tu dużo gadać… Zabrzmi to może górnolotnie, ale uczciwie: naszym posłannictwem jest wspomagać to, co najbardziej w naszym odczuciu ważne – obywatela i jego środowisko.
Polecacie Bank Pocztowy? Zastanawiam się nad założeniem konta w tym banku bo jego placówkę mam zaraz pod domem. Ktoś może poleci się swoimi uwagami?