Zaskoczeni żywą pamiątką z wakacji właściciele bagaży, zadzwonili do straży miejskiej. Taka interwencja na Saskiej Kępie.
Na Białołęce rozegrała się tragedia - nie żyje mężczyzna, który wpadł do kanału ciepłowniczego. O tajemniczym samochodzie z równie tajemniczymi butlami w środku - i reakcji służb na Pradze-Południe - pisaliśmy z samego rana!
Strażniczka i strażnik z Ekopatrolu straży miejskiej zgłoszenie o wakacyjnym „gapowiczu” otrzymali około godziny 15:10. Chwilę później pukali do mieszkania na Saskiej Kępie. Jak się okazało, rodzina wróciła z przyjemnego urlopu na Sardynii. Być może pośpiech przy pakowaniu lub spryt małego gekona, sprawiły, że nikt nie zauważył jego obecności w walizce. Prawda wyszła na jaw, dopiero w czasie rozpakowywania bagażu, kiedy z spod ubrań wypełzł gekon.
Na szczęście daleka podróż nie odbiła się negatywnie na zdrowiu ciekawskiego gada. Na jego ciele nie było śladów żadnych ran czy kontuzji. Zwierzę nie odrzuciło nawet ogona - co wskazuje, że w czasie podróży oraz spotkania z Ekopatrolem, czuło się komfortowo. Po odebraniu gekona (od ciągle jeszcze zaskoczonej rodziny), strażnicy miejscy w specjalnym transporterze przewieźli go do Centrum CITES na terenie warszawskiego ZOO, które od teraz stanie się jego nowym domem. Znajdzie tam fachową pomoc i opiekę, a – kto wie – być może spotka innych kolegów-podróżników.
Zobacz także:
Zobacz także:
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze