Reklama

Wzór bohaterstwa i roztropności - Radosław, kampania PO-KO przeciw Trzeciej Drodze, brak umiejętności liczenia Tuska? Wyciągnijmy wnioski z tradycji AK

29/09/2023 14:14

Odpowiedź na tytułowe pytanie nie powinna być trudna - do ronda Zgrupowania AK "Radosław", jak przewidują oficjalne zapowiedzi dotyczące trasy. Ale również to powinno skłaniać do refleksji. Dowódca wspomnianego zgrupowania, wsławionego w Powstaniu Warszawskim, płk. Jan Mazurkiewicz ps. Radosław stanowi wzór nie tylko bohaterstwa (w stalinowskim więzieniu nie dał się torturami zmusić do obciążenia w zeznaniach Augusta Emila Fieldorfa, którego zastępcą był w Kedywie Armii Krajowej) ale i politycznej roztropności: tuż po wojnie doprowadził do ujawnienia a tym samym powrotu do normalnego życia tysięcy akowców, którzy dzięki temu uniknęli losu Maćka Chełmickiego z "Popiołu i diamentu" Jerzego Andrzejewskiego i Andrzeja Wajdy: w filmie oglądamy to szczególnie plastycznie, w scenie śmierci bohatera na śmietniku, w domyśle: historii.

Czarzasty pójdzie z każdym, inni niekoniecznie

Powrót do normalności głosi dziś również organizatorka wspomnianego "marszu miliona serc" Koalicja Obywatelska, którą jak wiemy Platforma Obywatelska zawarła sama ze sobą, ale zamiast - wzorem patrona zamykającego trasę ronda - porozumiewać się ponad podziałami, sama a ściślej za pośrednictwem zaprzyjaźnionych mediów (zwłaszcza stacji TVN przez wymienionego już w tym tekście Wajdę określonej kiedyś mianem "naszej telewizji" kiedy występował nie jako reżyser ale członek komitetu wyborczego PO) sekuje i piętnuje liderów konkurencyjnych komitetów wyborczych za odmowę dołączenia do partyjnej imprezy PO-KO. 

Reklama

Nie dotyczy to tylko, bo nie musi, dawnego bohatera afery Lwa Rywina - Włodzimierza Czarzastego, jak przystało na lidera Lewicy znanego z obrażania kobiet (świadczy o tym osławiona rozmowa z wicemarszałkinią Senatu Gabrielą Morawską-Stanecką, której nawymyślał ile wlezie za to, że w mediach wypada lepiej od niego, o co zresztą nietrudno), bo ten pójdzie z każdym a nie tylko z PO-KO, o czym wszyscy wiemy.

Nie tędy droga, chciałoby się powiedzieć. 

Kampania wyborcza PO-KO politycznie wymierzona jest nie przeciwko PiS - wbrew słowom Donalda Tuska na wiecu w Elblągu liderzy nie wierzą bowiem, że uda się prześcignąć rządzących w rankingach poparcia - ale w rzeczywistości przeciw Trzeciej Drodze. Stąd absurdalne ataki na Władysława Kosiniak-Kamysza i Szymona Hołownię, że nie pójdą w nie swoim partyjnym marszu.  Dodajmy, że zabrania tego ordynacja wyborcza - czyli prawo po prostu. Stanowi ona jasno, że udział w imprezach, za które odpowiedzialność przyjmuje konkurencyjny komitet wyborczy traktowany jest jako ich zakłócenie. Wie o tym inteligentny siedemnastolatek, jeśli tylko z lekcji WOS-u (wiedzy o społeczeństwie) na wagary nie ucieka. I gdy dorośnie, pewnie na Tuska nie zagłosuje, bo jak to młodzi, wciskania kitu nie lubi.

Reklama

My też przy liderze PO-KO krzyżyka nie postawimy, chociaż jesteśmy z Warszawy, gdzie prowadzi on listę najbardziej demokratycznej partii.

Przymuszanie do udziału w marszach - jak w wypadku innego pochodu przed laty, nie 1-październikowego lecz pierwszomajowego - nie z demokracją bowiem się kojarzy. 

Czy historyk Tusk umie liczyć

O WOS-ie już było, czas na matematykę. Jak wieść gminna niesie, lobby korepetytorskie w dobie wielkich reform społecznych lobbingiem właśnie lub nawet metodami mniej w prawie osadzonymi skłoniło ustawodawców do wycofania z pisemnej matury dla klas humanistycznych pracy z historii i zastąpienia jej matematyką. Bo "korki" z "histy" pobierali nieliczni czwartoklasiści z liceum, z matmy za to - niemal każdy. 

Reklama

Zmiana poskutkowała znaczną niewiedzą historyczną młodego pokolenia, ta zaś masowym poparciem młodych roczników dla Konfederacji, którym jej proputinowska narracja nie przeszkadza, bo o PRL i gen. Wojciechu Jaruzelskim skupione na matmie nawet nie usłyszały.

Gdyby zamiast lobbingu w polskiej legislacji obowiązywał zdrowy rozsądek i pragmatyzm, nie wszyscy musieliby zdawać pisemną maturę z matematyki. Umieć liczyć za to każdy powinien, przyzwalali na to zaborcy, ba - nawet okupant niemiecki.

Kto liczyć umie, dojdzie do wniosku, że zejście Trzeciej Drogi, sojuszu wyborczego PSL i Polski 2050, poniżej przewidzianego dla niej jako dla koalicji progu ośmioprocentowego warunkującego wstęp do przyszłego Sejmu - oznacza ostateczną niemożność zbudowania nie tyle nawet jakiejkolwiek większości antypisowskiej ale zwyczajnie przyszłego rządu bez udziału PiS.    

Reklama

Czy tego właśnie chce Tusk?

Z sondaży, które w Elblągu cytował wynika, że poparcie dla Trzeciej Drogi wynosi 9 proc. Marne wahnięcie w dół - i w następnym Sejmie jej nie ma. A tym samym szans na rząd bez PiS. Podobny spadek notowań może być wywołany atakami "naszej telewizji TVN" na Trzecią Drogę za to, że nie maszeruje wraz z KO jednolitym frontem, niczym niegdyś w pochodzie pierwszomajowym założyciel stacji TVN Mariusz Walter w strasznym roku 1983 r. przez rzecznika rządu stanu wojennego rekomendowany do zespołu propagandowego przy gen. Czesławie Kiszczaku wicepremierze i ministrze spraw wewnętrznych, dla uproszczenia określanym ze względu na mnogość funkcji i długość ich nazw mianem "oberubeka". Miał on - zespół propagandowy a nie sam Kiszczak oczywiście - zajmować się tym, co dziś robi TVN czyli atakami na Ojca Świętego Jana Pawła II oraz tworzeniem fikcyjnych konfliktów typu obecnego dylematu czy liderzy konkurencyjnych komitetów wyborczych mają poczłapać w marszu PO-KO... 

Reklama

Historycy muszą nauczyć się liczyć, o czym wiedzieć powinien Donald Tusk. Raz już - uciekając do Brukseli przez premierowską odpowiedzialnością za Polskę - dowiódł, że władza nie stanowi dla niego wartości samej w sobie. Pół biedy gdyby z bezinteresowności to wynikało, gorzej gdy z kunktatorstwa.  Jeśli teraz Tusk uważa, że lepiej pozostać w opozycji, co oznacza przedłużenie rządów PiS do nieprzerwanych dwunastu lat - niech to powie głośno. Najlepiej w trakcie "marszu miliona serc" właśnie. To doskonała okazja.         

Pani Joanna? A kto to taki?

Jeśli historia się powtarza to wyłącznie jako farsa, powiadał Karol Marks, wprawdzie samemu Tuskowi ideowo daleki, za to bliski jego pomagierom medialnym, nie przebierającym w słowach i środkach.

Reklama

Oszukani zaś poczuć się możemy wszyscy, bo przecież miał to być marsz w obronie Pani Joanny Parniewskiej, okrutnie potraktowanej przez funkcjonariuszy policji i ostentacyjne łamiącą przysięgę Hipokratesa lekarkę, występującą w roli donosicielki - a nie dominacji przewodniczącego Tuska "na opozycji", jak w swoim szpetnym slangu niepoprawnie mówią politycy. W tym zaś wypadku nie tylko ich żargon okazuje się paskudny. Zagrali na emocjach raz aż o ofierze prześladowań zapomnieli.   

Wiedza moja o pułkowniku a później generale Mazurkiewiczu "Radosławie", przywołanym w pierwszych słowach tego szkicu, nie pochodzi z książek historycznych lecz licznych rozmów, które odbyłem z jego rodzonym wnukiem Stanisławem Mazurkiewiczem, moim starszym kolegą z organizacji akademickiej Konfederacji Polski Niepodległej w latach 80, niestety dziś już nie żyjącym, a w nowej Polsce zasłużonym dla samorządu warszawskiego. Warto, by zgłębili ją również organizatorzy marszów, które na zasadzie  deus  ex  machina  zmienić mają konfigurację poparcia w sondażach - pomimo czy może właśnie za sprawą niedostatku rzeczowej debaty i ścierania się konkurencyjnych pomysłów na Polskę w najbliższych czterech latach. 

Reklama

Skoro na tradycję akowską powołują się dziś niemal wszyscy, warto, by wyciągali z niej wnioski. Mądrość polityczna nie wyraża się liczbą podstawionych na czas autokarów, które zawiozą demonstrantów do stolicy. Dobrze określić zawczasu, dokąd w tym marszu zmierzamy.     

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wio.waw.pl




Reklama