W wyniku potężnego ataku hakerskiego na systemy firmy MyDr doszło do wycieku wrażliwych danych osobowych i medycznych, które mogą dotyczyć nawet 19 milionów Polaków. Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski wezwał obywateli do natychmiastowego zastrzeżenia swoich numerów PESEL i zapowiedział uruchomienie specjalnego narzędzia do weryfikacji skradzionych informacji.
Jak potwierdziło Ministerstwo Cyfryzacji, celem hakerów stały się bazy danych obsługiwane przez zewnętrzną firmę MyDr. W ręce przestępców trafiły nie tylko podstawowe dane identyfikacyjne, takie jak numery PESEL czy adresy zamieszkania, ale również najbardziej wrażliwe informacje dotyczące zdrowia:
wykaz zdiagnozowanych chorób,
pełna historia przyjmowanych leków oraz wystawionych recept (w niektórych przypadkach obejmująca okres nawet ostatnich 10 lat).
Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski podkreślił, że tak głęboka korelacja danych stwarza bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa obywateli i stawia państwo w stanie podwyższonej gotowości.
Występując na antenie TVN24, szef resortu cyfryzacji skierował do Polaków pilny apel o podjęcie kroku ochronnego.
„Proszę wszystkich: spróbujcie zrobić prostą rzecz – zastrzeżcie swój numer PESEL. Zastrzeżenie numeru PESEL w mObywatelu trwa 5 sekund. Można wyłączyć to zastrzeżenie w 20 sekund. To jest banalna procedura” – zaapelował Krzysztof Gawkowski.
Osoby, które nie korzystają z aplikacji mobilnej mObywatel, mogą dokonać zastrzeżenia numeru PESEL bezpośrednio w najbliższym urzędzie gminy lub miasta. Zastrzeżenie PESEL zapobiega m.in. zaciągnięciu kredytu czy pożyczki na skradzione dane.
Rząd podjął priorytetowe działania mające na celu scalenie wyciekniętych baz i udostępnienie obywatelom bezpiecznego narzędzia weryfikacji.
Informacje o tym, czy dany PESEL znalazł się w przejętej bazie, zostaną udostępnione na portalu bezpiecznedane.gov.pl. Jak przekazał minister, prace nad przygotowaniem systemu trwają i są traktowane jako priorytet, aby każdy poszkodowany mógł precyzyjnie ustalić zakres ujawnionych danych.
Wszystko wskazuje na to, że atak miał charakter wymuszenia finansowego. Przestępcy działali w modelu tzw. „szarego kapelusza” oferując firmie odpłatne „testy bezpieczeństwa” po uprzednim przełamaniu zabezpieczeń. Na ten moment nie wiemy kto jest odpowiedzialny za atak. Sprawą zajmują się polskie organy ścigania oraz służby odpowiedzialne za cyberbezpieczeństwo kraju.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze