Natalia Haus-Gołaszewska to jedna z dziennikarek MPG Media, więc większość z Was z pewnością zna to nazwisko z artykułów na naszych portalach. Dlaczego o tym piszemy? Bo musimy się pochwalić: od wczoraj „nasza” Natalia jest też oficjalnie pisarką. 22 czerwca miała miejsce premiera jej debiutanckiej książki „AMO”, książki, która zanim pojawiła się w księgarniach miała rzesze fanów, a ukazała się już jako jeden z bestsellerów Wydawnictwa NieZwykłe.
O samej książce „AMO”, która jest pierwszą częścią serii „Prawdziwe oblicze”, za chwilę, bo zanim przejdziemy do jej opisu, chcemy przedstawić Wam jej autorkę. Jaka jest Natalia Haus-Gołaszewska (jako autorka podpisana Natalia Haus)?

Mama dwójki dzieci, żona Rafała, który dzielnie wspiera jej starania o realizację pasji i marzeń, niezastąpiona dziennikarka gotowa do pracy o każdej porze dnia i nocy, a do tego PISARKA, czyli kobieta wielu talentów.
Pracujemy razem, czasem plotkujemy, śmiejemy się i żalimy na wszelkie bolączki tego świata, więc z dumą przyznaję: znam Natalię dość dobrze - jest kobietą wyjątkową i nie ma w tym odrobiny przesady. Niezwykle skromna, pracowita, wrażliwa i… do bólu perfekcyjna w tym co robi. A na co dzień robi naprawdę wiele.
- Jak jest w stanie połączyć kilka życiowych ról? Co jest dla niej najważniejsze?
- Zdecydowanie rozgraniczam te dwa światy. Staram się znaleźć równowagę w tym wszystkim. Nie ma, że coś jest ważniejsze. Jestem osobą oddaną w 100% procentach rodzinie, a zawodowo pisaniu. I tyle – mówi Natalia.
– Ile czasu pisałaś i kiedy skoro masz tyle obowiązków? Jak mąż to wytrzymuje, nie mówiąc o dzieciach, które widząc mamę z nosem w laptopie o każdej porze dnia i nocy z pewnością szczęśliwe nie są?
- Książkę zaczęłam pisać pod koniec stycznia zeszłego roku i przez kilka miesięcy nikt nie wiedział, że to robię. Zwyczajnie wstydziłam się powiedzieć. Przyznałam się chyba w kwietniu, kiedy już „coś” miałam i dałam mężowi te fragmenty do przeczytania. Skończyłam pisać w lipcu, a następnego dnia rozesłałam propozycję do 18 wydawnictw. Piałam po nocy albo w ciągu dnia, kiedy tylko miałam czas. Owszem były to ciężkie chwile dla nas, kiedy nie odchodziłam od komputera, ale wyjaśniłam rodzinie, że jest to dla mnie ważne i chciałabym skończyć. Mój mąż później sam mnie nakręcał, abym pisała, bo chciałby coś poczytać, ale podejrzewam, że chciał zobaczyć co siedzi mi w głowie. Nie znał mnie od tej strony, odkrywał mnie na nowo.

Po ponad roku nadszedł czas przepełniony emocjami i uczestnicząc z boku w kolejnych etapach narodzin książki, dzisiaj mogę i ja powiedzieć: to był okres pełen niezwykłych wzruszeń. Ja jednak patrzyłam na to z oddali, aż trudno mi wyobrazić sobie te wszystkie uczucia, które towarzyszyły od maja Natalii. Zaczęło się 26 maja.
- 26 maja był pierwszym ważnym dniem, bo...
- Wtedy odbyła się premiera okładki oraz opisu książki. Pierwszy raz Natalia Haus zaistniała na rynku wydawniczym.
- Pamiętasz co wtedy czułaś?
- Ogromne zdenerwowanie jak zostanie odebrana zapowiedź książki oraz historii, którą napisałam. To był tak naprawdę najgorszy dla mnie moment, bo nie wiedziałam czy wstrzelę się w rynek z dość nieschematyczną historią.
- Kolejny znaczący moment premiera ebooka AMO na Legimi – wiem, że polały się łzy, (a teraz mogę się przyznać, że sama przeżyłam ten moment, bo w końcu nie każdy ma to szczęście w jakimś stopniu uczestniczyć w powstawaniu książki). Jakie to były emocje? Potrafisz je opisać?
- Siedziałam w domu, próbując pracować, ale myślami byłam już przy premierze. To była środa i moje wścibstwo dziennikarskie podkusiło mnie, aby wejść na Legimi. Wpisałam swoje imię i nazwisko i przeżyłam szok, ponieważ byłam przekonana, że książka wejdzie w piątek. To były już ogromne emocje, bo tutaj Czytelnik mógł już zapoznać się z moim piórem. Kolejnym szokiem był fakt, że książka miała ponad 1,5 tys osób zainteresowanych przeczytaniem jej. Ten stan zainteresowania w sumie podobnie się utrzymuje. Kolejne dni to było odświeżanie i czytanie opinii, recenzji czy ocen o książce…
- Pierwsze egzemplarze, jeszcze przed oficjalną premierą dotarły do Twoich rąk i…
-... rozpłakałam się. Po prostu nie byłam w stanie pohamować łez, złapałam książkę i zapisałam w niej datę oraz dedykację pamiątkową. A data jest wyjątkowa, ponieważ równo 9 mscy po postawieniu ostaniej kropki w „AMO” trzymałam egzemplarz książki w ręku.
- 22 czerwca – poszukiwania „AMO” w księgarniach i w końcu jest! Widzisz znajomą okładkę z przystojnym brunetem, widzisz swoje nazwisko, zdjęcie z tyłu książki – jakie to uczucie????
- Nie jestem w stanie tego opisać, ale zdradzę, że tego dnia płakałam cztery razy, a na co dzień jestem bardzo zdystansowana i stonowana. Wyszłam z empiku i się rozpłakałam – pierwszy raz zobaczyłam swoją książkę w sklepie. Swoją. Obok pisarzy bliskich memu sercu, moim gustom literackim…

- Co działo się w domu w tym dniu? Jak zareagował mąż, dzieci kiedy książka stała się namacalna, można ją wziąć w ręce, przerzucać kartki, po prostu jest!
- Cieszyli się razem ze mną, wspierali mnie, mój pięcioletni synek tylko przeżywał, bo zapomniał się pochwalić w przedszkolu…

- Empik zareklamował na FB „AMO” jako nowość obok książki Twojego ulubieńca – Mroza – jest dreszczyk emocji i niedowierzanie?
- To jest jakiś kosmos. Niewiarygodne, Zachowałam sobie to zdjęcie na pamiątkę. Fantastyczne uczucie. Do mnie to jakoś tak nadal nie dociera…

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze