Reklama

Skąd powieje wiatr odnowy

17/02/2023 14:01

Impuls do zmiany polskiej polityki raczej nie wyjdzie z obecnego Sejmu. Nie od rzeczy przypomnieć, że zaledwie 26 proc z nas uważa, że posłowie dobrze pracują [1]. Jednak powstającym tam nowym kołom warto się bacznie przyjrzeć. Nie zasługują na ośmieszanie.

Wolnościowcy skupieni wokół Artura Dziambora oderwali się od Konfederacji. Nie są jak ona prorosyjscy i liczą na to, że nie będzie ich ograniczał szklany sufit, związany z negatywnymi emocjami, wzbudzanymi przez dotychczasowych liderów, zwłaszcza Janusza Korwin-Mikkego i Grzegorza Brauna. Secesjoniści oskarżają przy tym tych, co pod flagą Konfederacji pozostali, że zmierzają nie do realizacji programu, ale do współrządzenia z Prawem i Sprawiedliwością nawet za cenę odstąpienia od deklarowanych zasad. Wolnościowców jest na razie w Sejmie trzech, a pod marką koła Konfederacji działa dziewięciu posłów. 

Mniejsza o nazwę, byle nie z Czarzastym

Kilkuosobowa reprezentacja Polskiej Partii Socjalistycznej zmieniła nazwę na Koło Parlamentarne Lewicy Demokratycznej. Wstępnie przymierza się do startu z list Koalicji Obywatelskiej. Nie wiadomo czy się to uda, bo wprawdzie selekcjonerzy z PO-KO obiecali "miejsce biorące" tym razem do Sejmu marszałkini Senatu Gabrieli Morawskiej-Staneckiej a także posłowi Andrzejowi Rozenkowi z "obwarzanka" podwarszawskiego, ale nie złożyli podobnej deklaracji wobec Joanny Senyszyn, entuzjazmu nie budzi też kandydowanie z listy KO Roberta Kwiatkowskiego, przed ćwierćwieczem prezesa TVP związanego wtedy z SLD.

Reklama

Niedawne koło PPS a obecne KPLD skupia parlamentarzystów Lewicy, którzy po wyborcze do parlamentu zbuntowali się przeciwko autokratycznemu sposobowi zarządzania klubem przez wicemarszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego.   

Była policjantka i spec od rolniczych blokad 

Najbardziej egzotycznie zapowiada się ogłoszony niedawno sojusz Porozumienia, kierowanego wcześniej przez b.wicepremiera pisowskiego rządu Jarosława Gowina teraz zaś przez byłą policjantkę Magdalenę Srokę (w trakcie pracy w komendzie wojewódzkiej w Gdańsku osiągnęła stopień nadkomisarza) z AgroUnią pod wodzą Michała Kołodziejczaka - dawnego radnego PiS.

Reklama

Pretendujący do reprezentowania rolników i hodowców młody lider AgroUnii słynie z radykalnych form protestu, podczas gdy "gowinowcy" od lat cieszą się opinią umiarkowanych konserwatystów. Być może faktycznym celem ogłoszenia sojuszu pozostaje... rozpoczęcie licytacji co do udziału w szerszej koalicji. W pojedynczych sondażach AgroUnia uzyskiwała nawet 6 proc poparcia, zwykle jednak sytuuje się wyraźnie pod progiem.

Pokrętne ścieżki posłanki Gill-Piątek

Decyzji o zawarciu koalicji nie ogłosili jeszcze prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak-Kamysz oraz lider Polski 2050 Szymon Hołownia, pokazują się jednak razem. Pracuje też wspólny zespół programowy obu ugrupowań. Klub PSL w Sejmie nie ponosi strat, odkąd pozbył się ludzi Pawła Kukiza (teraz Marek Suski sugeruje, że rockman znajdzie się z kolei na liście PiS) - za to koło Polski 2050 porzuciła... jego szefowa Hanna Gill-Piątek.

Reklama

Jej ścieżki w trakcie jednej jeszcze nie skończonej kadencji okazały się nader pokrętne:  weszła do Sejmu z listy Lewicy, potem na przewodniczącą koła rekomendował ją Hołownia, teraz zaś antyszambruje ona u sekretarza generalnego Platformy Obywatelskiej Marcina Kierwińskiego w celu uzyskania "biorącego" miejsca na liście wyborczej Koalicji Obywatelskiej. Wedle nieoficjalnych informacji obiecano jej takie w Łodzi, skąd posłuje w tej kadencji.   

Stylistyka tytułu tego skromnego szkicu w oczywisty sposób nawiązuje do 1980 roku. Tak daleko idące skojarzenie historyczne wydać się może demagogią, ale w bez porównania większym stopniu pozostaje nią odwoływanie się przez zwolenników jedynej słusznej wspólnej listy antypisowskiej opozycji do wyborów z  4 czerwca 1989 r.

Reklama

Nie wzywać tradycji 4 czerwca nadaremno

Wtedy bowiem, chociaż Solidarność odniosła wielkie historyczne zwycięstwo, które odmieniło na dobre a nie na złe losy Polski, akurat jedna lista nie powstała: zablokowano bowiem porozumienie choćby z Konfederacją Polski Niepodległej, a z powodu braku szerokiej podstawy oferty Komitetu Obywatelskiego z kandydowania zrezygnowali m.in. Tadeusz Mazowiecki i Jan Olszewski. Proporcje wyrównały dopiero pierwsze naprawdę wolne wybory dwa i pół roku później jesienią 1991 r.

W czerwcu 1989 r. bowiem, choć głosy liczono uczciwie, odbywało się to w ramach uzgodnionego uprzednio kontraktu politycznego - chociaż jednoznaczna wola społeczeństwa, wyrażona choćby w nie objętym wspomnianym umową lecz całkiem wolnym głosowaniu do Senatu (99 mandatów na 100 dla obozu Solidarności) zmusiła polityków do wykroczenia poza wspomniane ramy zawartych uprzednio okrągłostołowych porozumień.

Reklama

W 1991 r. KPN uzyskała 50 miejsc w Sejmie, chociaż dwa i pół roku wcześniej selekcjonerzy odmówili jej choćby trzech "miejsc biorących". Nie za to jednak - przyznajmy uczciwie - oceniamy wybory z 4 czerwca 1989 r. Stały się Rubikonem. Szacunek dla ówczesnej mądrości zbiorowej polskiego społeczeństwa realnie wszak pozbawionego od siedmiu i pół roku legalnej reprezentacji powinien jednak wykluczać... przywoływanie tamtej szczytnej tradycji nadaremno. Po to, żeby uzasadnić dziś koncepcje, w które nie wierzą co, co sami je głoszą.

Wspólna lista bowiem wobec sprzeciwu Hołowni i Kosiniaka-Kamysza pozostaje mirażem. Ale co jeszcze bardziej istotne: nie chce jej część wyborców opozycji.

Reklama

Wedle sondażu IBRIS typowanemu wstępnie na premiera Donaldowi Tuskowi nie ufa 59 proc z nas, zaś Rafałowi Trzaskowskiemu 50 proc: to notowania druzgocące dla liderów pretendujących do wyłączności [2]. Miarą obłudy zwolenników jedynej słusznej wspólnej listy pozostaje zarówno pomijanie przy jej projektach Konfederacji (jak wszyscy to wszyscy, babcia też - głosi znane powiedzenie) jak eksponowanie memoriału intelektualistów z poparciem dla tej koncepcji: liczba nazwisk pod nim figurujących - 447, to nie żart - nie przekłada się wcale... na ich jakość.

Miarą fiaska okazuje się fakt, że listu wspierającego koncepcję Tuska nie podpisali najbardziej znani w świecie polscy intelektualiści: literacka noblistka Olga Tokarczuk ani laureat Oscara Paweł Pawlikowski. Masowe składanie sygnatur przez kawiarnianą drobnicę nawet tej porażki nie maskuje.

Reklama

Warto też przywołać fatalne notowania obecnego Sejmu, w którym Koalicja Obywatelska ma 126 posłów a cała opozycja, którą Tusk chciałby na wspólnej liście widzieć (czyli bez Konfederacji i stronników Dziambora, za to z KPLD) - aż  203. Wiadomo, że na obecne surowe oceny Sejmu przez opinię publiczną nie tylko pisowska większość zapracowała: wystarczy przypomnieć udział przewodniczącego klubu opozycyjnej KO Borysa Budki w imprezie pisowskiego propagandysty Roberta Mazurka (byłego żurnalisty partyjnego "Nowego Państwa") w towarzystwie Marka Suskiego z PiS...    

Wróćmy więc do tytułowego skojarzenia. Latem 1980 r. nie brakowało zacnych posłów w ówczesnym Sejmie PRL, był wśród nich wielki aktor Gustaw Holoubek, który później złożył mandat po wprowadzeniu stanu wojennego oraz Janusz Zabłocki, który przeciw ówczesnej samowoli władzy odważnie protestował z sejmowej trybuny. Z całym szacunkiem dla nich wskazać wypada, że nie oni jednak dali wtedy impuls do odnowy polskiej polityki. Zmieniły ją masowe protesty społeczne, symbolizowane przede wszystkim przez sierpniowy strajk gdańskich stoczniowców i kończące go Porozumienia Gdańskie. Chociaż obecny Sejm podchodzi z wyborów demokratycznych, acz nie były one doskonałe (frekwencja niespełna 62 proc, niższa niż 4 czerwca 1989 r - i pojawiający się wątek inwigilacji opozycji przez rządzących z użyciem systemu Pegasus) - również teraz w pojawianiu się nowych kół i zmian dotychczasowych konfiguracji parlamentarnych trudno dopatrzyć się ożywczych nadziei. Te ostatnie wiązać można bardziej z tym, co dzieje się poza parlamentem: zwłaszcza z nowymi inicjatywami samorządowców oraz przedsiębiorców. Jedni i drudzy dochodzą do wniosku, że nie reprezentują ich rzetelnie zawodowi politycy. I nie ma co cedować na nich odpowiedzialności, zwłaszcza, jeśli równocześnie skutecznie i rozważnie zarządza się lokalnymi Małymi Ojczyznami czy własnymi firmami z korzyścią dla mieszkańców czy pracowników.  

Reklama

Nie oznacza to jednak przekreślania wszystkiego, co rodzi się teraz lub pączkuje na Wiejskiej. Od wyborów z jesieni 2019 r. zmieniło się tak wiele - wymieńmy choćby trwającą już trzy lata pandemię oraz od roku wojnę na Ukrainie, skutkującą największym od 75 lat exodusem uchodźców - że stare konfiguracje mają prawo się dezaktualizować.

Ci, co wychodząc z podobnego założenia powołują nowe inicjatywy, nie zasługują więc na to, by z nich drwić. Albo odsądzać ich od czci i wiary, wykluczać ich dobre intencje. Negatywne do nich nastawienie upowszechniają media głównego nurtu, ale nie czynią tego bezinteresownie. Wszystko bowiem, co się rodzi lub łączy w polskim życiu publicznym, stanowi zagrożenie dla dotychczasowych potentatów: PiS (Zjednoczonej Prawicy) oraz Platformy Obywatelskiej i jej wyborczej oraz parlamentarnej emanacji pn. Koalicja Obywatelska.

Reklama

Jedni i drudzy, jak już wiemy, z problemami Polski sobie nie poradzili. Stanowi to wystarczający powód, żeby im nie ufać, gdy obecnego duopolu bronią. Warto więc wyrobić sobie własne zdanie na temat pojawiających się - co nie zaskakuje w przedwyborczy czas - nowych inicjatyw i pomysłów politycznych. 

 

[1] sondaż CBOS z 9-23 stycznia 2023   

[2] badanie IBRIS z 27-28 stycznia 2023

 

Foto: Sejm RP

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wio.waw.pl




Reklama