Dziś nie o Unii Europejskiej, ale o tym, co za "Wielka Wodą", jak nasi przodkowie nazywali Atlantyk. "Happy Birthday Mr President" -zaśpiewałaby Marilin Monroe Donaldowi Trumpowi, ale nie żyje. "Osiemdziesiątka" stuknęła 45 i 47 prezydentowi USA, walki MMA się odbyły, Jarosław Kaczyński skrytykował ten "sport" wspierany od wielu lat przez Donalda Trumpa, ale mnie bardziej od walk w oktagonie interesują walki na amerykańskim ringu politycznym. Trwają one cały czas, ale ich tegoroczna kulminacja nastąpi za niespełna pięć miesięcy. Wtedy odbędą się "mid term elections" czyli połówkowe wybory, które choć wybiorą np. nową jedną trzecią Senatu USA i odnowią Izbę Reprezentantów to także ocenia pierwszą połowę drugiej kadencji Donalda Johna Trumpa. To doprawdy ważniejsze niż celebrować jego okrągłych urodzin - choć oczywiście bardzo dobrze, że był na nie zaproszony prezydent Rzeczypospolitej.
Zabawię się w Proroka Ryszard i odgadnę dziś ich wyniki. Proszę w listopadzie wziąć do ręki albo raczej "wygooglowac" ten tekst i zobaczyć czy dobrze przewidziałem przyszłość.
A będzie tak: Republikanie utrzymają większość w Senacie i stracą większość w odpowiedniku polskiego Sejmu. Nie wierzę w najbardziej optymistyczny dla nich scenariusz czyli utrzymania obu izby Kongresu. Jednakże nie wierzę również w scenariusz najbardziej pesymistyczny czyli stratę obu izb amerykańskiego parlamentu. Obozowi lokatora Białego Domu przy elekcji do Senatu sprzyja geografia wyborcza : rotacji podlegają w większości okręgi raczej sprzyjające prawicy. A to oznacza ,że utrzymanie kruche większości jest nie tylko możliwe, ale wręcz prawdopodobne. Gorzej jest z Izbą Reprezentantów, gdzie utrzymanie większości graniczyłoby z cudem, a limit cudów w amerykańskiej polityce wydaje się być wyczerpany na ładnych kilka lat naprzód.
Jak ten swoisty ewentualny (ale doprawdy prawdopodobny) remis wyborczy w listopadzie będzie rzutować na najważniejszą elekcje "made in USA" czyli prezydencka 2028? Odradzam lewicy i liberałom odtrabianie klęski Trumpa i jego obozu politycznego w przypadku utraty Izby Reprezentantów. Bo jeśli się to stanie nie bedzie już można zwalać wszystkiego, co złe na Republikanów. Przy dużej roli, także blokującej amerykanskiego "Sejmu" podzielenie się władzą na najbliższe lata może, uwaga, ułatwić wygraną prawicy w roku 2028. Wtedy Trump nie będzie już kandydować. Choćby częściowe rozmycie odpowiedzialności za sprawowanie rządów może być dla jego formacji naprawdę sporą szansą. Republikanie mogą cofnąć się o krok do tyłu, aby za dwa lata zrobić dwa kroki do przodu...
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze